Translate

środa, 23 grudnia 2015

Rozdział 27


             Leżałam i wpatrywałam się w sufit. Harry leżał obok spiąc. Ja nie mogłam. Czułam ból fizyczny i psychiczny. Katował mnie oraz poniżał. Bałam się. Cholernie się bałam, już nawet nie o siebie. Martwiłam się co będzie z moim dzieckiem. Mężczyzna obok mnie nie zasługuje na miano ojca, nie po tym co robi i na tyle na ile będę mogła, będę trzymała je z dala od niego. Spróbowałam zamknąć oczy, jednak przed oczami stawał mi on z aroganckim uśmiechem na wargach, mówiąc, że należę tylko do niego. Tak bardzo chciałam się wyłączyć, oddać zmęczone ciało w ramiona snu, ale on mi nie pozwalał.
           Gdy kilka godzin później on się obudził, ja dalej leżałam wpatrując się w sufit. Podejrzewałam, że wyglądam okropnie. Bez słowa poszedł do łazienki. Gdy wyszedł całkowicie ubrany w czarną dopasowaną koszulkę i spodnie, nawet na mnie nie spojrzał. Usłyszałam trzask drzwi i juz go nie było.  Tym właśnie dla niego byłam. Rzeczą, zabawką na chwile. Pewnie niedługo znajdzie sobie nową, a mnie się pozbędzie. Te myśli przypomniały mi o blondynce z piwnicy. Musiałam dziś do niej pójść, może nawet opatrzyć jej rany. Powoli się podniosłam, ale poczułam ból dosłownie w każdej części ciała. Drżącą dłonią sięgnęłam po tabletkę przeciwbólową, leżąca na szafce nocnej. Odczekałam chwilę zanim zaczęła działać.  Gdy ból był znośny, wzięłam długi i kojący prysznic. Gorąca woda zmywała ze mnie zapach Harrego, przez co przez chwilę mogłam poczuć się sobą. Gdy wyszłam spod prysznica, rozczesałam włosy i posmarowałam siniaki maścią. Po ubraniu się, zeszłam na dół. Zauważyłam tylko Nialla znikającego za drzwiami do piwnicy. Byłam niesamowicie glodna, dlatego zjadłam dużą miskę płatków z mlekiem. Byłam szczęśliwa, że nikogo nie spotkałam. Naprawdę, nie miałam ochoty na towarzystwo żadnego z gangsterów.
            Po skończonym posiłku, zabrałam z łazienki apteczke i skierowałam swoje kroki do piwnicy. Bałam się, że mogę spotkać Harrego, więc szłam powoli upewniając się, że nie ma go za zakrętem. W celi zostałam dziewczynę, która jadła coś z wielkiej tacy, a Niall siedział obok niej uśmiechając się z jakiegoś powodu. Olivia miała na sobie jego ubrania, a skołtunione włosy opadały na jej ramiona. Wyglądała może na 17 lat. Pod oczami miała wory, a jej policzek zdobił wielki siniak. Jak na torturowaną wyglądała, zaskakująco czystą. W pewnym momencie Niall wyczuwając moją obecność, podniósł wzrok. Szybko zerwał się na równe nogi. 
- Rose - powiedział. Dłonią potarł kark.
- Pomyślałam, że może opatrze jej rany - powiedziałam. Głos miałam zachrypnięty. Nic dziwnego, od wczorajszego popołudnia z nikim nie rozmawiałam.
- Em, nie wiem czy to dobry pomysł - powiedział. Przeniosłam wzrok na Olivie, która delikatnie się do mnie uśmiechnęła.
- Nie ma Harrego - powiedziałam, a Niall poddał się. Z powrotem usiadł obok dziewczyny, a ona posłała mu uśmiech. Jak ona mogła się uśmiechać po tym co jej zrobili.
- Jestem Rose - powiedziałam.
- Olivia - odparła. Jej zielone oczy wydawały się takie radosne, jakby nie odczuwała bólu.
- Dałem jej swoje ubrania i pozwoliłem się umyć - powiedział Niall. Potaknęłam i wyjęłam maść na siniaki. Dziewczyna odłożyła tace i zdjęła bluzę blondyna. Pod nią miała czarny, koronkowy podarty stanik. Dopiero teraz zobaczyłam, jak wiele wczoraj przeszła. Każdy kawałek skóry pokrywały fioletowe, zielone i żółte sińce. Wstrzymałam oddech, a ona tylko się skrzywiła.
- Wiem, że nie wygląda to ciekawie - powiedziała. Miała taki miły głos. 
- Jak ty jeszcze potrafisz się uśmiechać? - zapytałam, kucając przy niej. Niall patrzył na ściany.
- Grunt to pozytywne nastawienie - syknęła, gdy zaczęłam smarować jej siniaki.
- Ja tak nie umiem - powiedziałam.
- I to błąd, bo uśmiech jest pocieszeniem nawet w najgorsze dni i dodaje siły, osobom które jej nie mają - szepnęła, zamykając oczy z bólu. Ta dziewczyna była inna, wiedziałam, że stanie mi się bliska. Uśmiechnęłam się na jej słowa. To prawda. Może dzięki temu będę silniejsza.
- Który cię tak urządził? - zapytałam, przenosząc dłoń na jej plecy.
- Liam - odpowiedział za nią Niall. Teraz juz patrzył jak okrężnymi ruchami smaruje skórę blondynki.
- Dlaczego tu się znalazłaś? - zapytałam.
- Mój brat mnie sprzedał jakiemuś chamowi - odparła. Zaciskała szczęki. Zaczęłam odkażać rozcięcie na jej przedramieniu.
- Dlaczego? - zapytałam.
- Nie wiem - odparła - mówił coś, że musi mnie ukryć.
- Dlaczego mi to mówisz? - zapytałam - Ja bym siedziała cicho.
- Nienawidzę swojego brata, bardziej niż was - odpowiedziała.
- Dlaczego? - zapytał Niall. Dziewczyna spojrzała na niego.
- A czy to ma znaczenie? Nie zasługuje nawet na miano człowieka - powiedziała.  
            Drzwi się otworzyły, a w nich stanął Harry. Dyszał ciężko. Włosy miał potargane, a płaszcz rozpięty ukazując podartą koszulkę i zadrapania z których sączyła się krew.
- Co ty tu do cholery robisz Rose?! - warknął podnosząc mnie za ramię - Kto pozwolił ci tu przychodzić?!
- J-jja -  chciałam się wytłumaczyć, jednak widząc jak był zły, bałam się cokolwiek wydusić. Śmierdziało od niego alkoholem, w takim stanie lepiej go nie denerwować.
- Harry zostaw ją - odezwał się Niall. W tamtym momencie stał obok nas. Dłonie miał zaciśnięte w pięści  i uważnie obserwował poczynania bruneta.
- Och to znowu ty? Czy nie mówiłem Ci, że masz trzymać łapy z dala od niej?! - zapytał. Jego głos spowodował ciarki na moich plecach. Był tak zimny i szorstki.
- Ja sama tu przyszłam - wypaliłam, nie chciałam, by blondyn znów miał przeze mnie kłopoty.
- Nikt się ciebie o zdanie nie pytał - warknął Harry, a jego uścisk na moim ramieniu się wzmocnił, wywołując ból.
- Nie dotknąłem jej w żaden sposób, sama tu przyszła opatrzyć rany Olivii i okazała się bardziej przydatna - powiedział cicho Niall, jakby nie chciał by blondynka cokolwiek usłyszała.
- O czym ty mówisz? - zapytał Harry, poluzował uścisk na moim ramieniu. Spojrzałam na Olivie, która przerażona siedziała pod ścianą. Znów miała na sobie bluzę Nialla, a kolana objęła rękami.
- Powiem ci za drzwiami - powiedział szeptem Niall. Harry przytaknął.
- Zostań tu dopóki nie wrócę, a wtedy i my sobie pogadamy - powiedział brunet, puszczając moje ramię. Nie wiedziałam czy druga część zdania był do mnie czy do blondynki, dlatego tylko pokiwałam głową, patrząc na czubki swoich palców u stóp.
          Gdy wyszli, usiadłam obok Olivii. Blondynka złapała mnie za dłoń.
- A ty dlaczego tu jesteś? - zapytała.
- Widziałam za dużo - powiedziałam - I jeżeli chce żyć, muszę tu być.
- Rozumiem - powiedziała, ściskając moją dłoń. Nie mogłam mówić jej zbyt dużo, bo gdyby się okazało, że powie coś bratu, Harry by mnie zabił. Chociaż może to wcale nie jest złe? Gdybym tak przestała oddychać i odczuwać ból. Harry nie mógł by mnie krzywdzić, Niall nie miałby kłopotów, a dla mojej rodziny skończył by się ten koszmar. Drzwi po raz kolejny się otworzyły. Niall wszedł i rzucił mi mały uśmiech. Zabrał tace i szepnął coś do Olivii ledwo słyszalnie. Spojrzałam na bruneta, który stał w drzwiach i kiwnął na mnie dłonią. Wyglądał na spokojnego. Podeszłam do niego, a on poprowadził mnie na piętro do swojej sypialni.
- Będziesz codziennie do niej chodzić i z nią rozmawiać, by później przekazać informacje - powiedział.
- Jeśli nie będziesz jej katować - powiedziałam. Nie wiem dlaczego to zrobiłam.
- Ja tego nie zrobię - powiedział z przebiegłym uśmiechem.
- Ani żaden z nich - powiedziałam. Harry tylko się zaśmiał i wyszedł z pokoju. Usiadłam na parapecie z książką. Jednak patrząc za okno, naszły mnie inne myśli. 
*Niall Pov.*
          Widziałem jak był wkurzony. Ramię Rose było czerwone od jego uścisku, gdy je puścił. Wyprowadziłem go za drzwi i zamknąłem je, upewniając się, że kobiety nic nie usłyszą z naszej rozmowy.
- Rose sama tam przyszła i dowiedziała się o wiele więcej niż ty wczoraj - powiedziałem. Dzięki temu nie będzie na nią zły.
- Co masz na myśli - warknął Harry.
- Olivia powiedziała jej, że jej brat chciał ją ukryć, dlatego ją sprzedał, powiedziała tez, że go nienawidzi i nawet nie zasługuje na miano człowieka - powiedziałem. Harry w skupieniu analizował moje słowa.  Wyglądał na spokojniejszego.
- I co w związku z tym? - zapytał.
- Pozwól jej przychodzić do Olivii, a dowiesz się więcej niż przypuszczasz mogę je pilnować - zaproponowałem.
- Myślisz, że pozwolę ci przesiadać w towarzystwie Rose, gdy wiem, że zakochałeś się w niej jak szczeniak? - zaśmiał się.
- A myślisz, że Olivia powie cos przy kimś innym niż ja i Rose? Może przy Liamie, który ją katował? Albo Louisie, który śmiał się z jej krzyków? - zapytałem. Harry zacisnął wargi, ale pokiwał głową. Czasem był taki łatwy do sterowania. Nie chciałem by która kolwiek z dziewczyn za ścianą cierpiała. Żadna nie zasługiwała, ani Rose, ani Olivia. Blondynka była taka inna, nie płakała i nie narzekała. Próbowała żartować i uśmiechać się pomimo gówna, w które wpadła. A Rose? Ona była taka delikatna i piękna, pełna zaufania i dobroci. Rose miała idealne życie, kochającą rodzinę i przyjaciół, niczym nie zasłużyła na to co ją spotkało.
- Dobra, ale jak tkniesz Rose to obiecuje ci, że powiesze twoje jaja nad łóżkiem - warknął Harry, a ja pokiwałem głową.
            Otworzyłem drzwi do celi. Dziewczyny siedziały skulone pod ścianą. Olivia patrzyła na mnie przerażonym wzrokiem, a Rose tak jakby spodziewała się najgorszego. Podeszłem do Olivii by wziąć tacę. Widziałem jak porusza ustami pytając się czy z Rose będzie dobrze. Jak ona mogła się martwić o nieznajomą dziewczynę będąc w większym gównie.
- Nic jej nie zrobi - szepnąłem, tak by tylko ona mnie słyszała. Rose właśnie wstała i wyszła za Harrym.
- Jesteś pewny? - zapytała juz na głos Olivia.
- Tak, spokojnie - uśmiechnąłem się do niej. A ona delikatnie próbowała odwzajemnić gest.
- Przyjdziesz tu jeszcze? - zapytała.
- Nie martw się - powiedziałem. Zamknąłem za sobą drzwi. Gdy weszłem do kuchni przy stole juz siedział Harry.
- Musze przyznać, że dziś mnie miło zaskoczyłeś i będę o tym pamiętać - powiedział. Wzruszyłem ramionami. Jeżeli mam być nagradzany za używanie mózgu, to powinienem juz być jego zastępcą.


Cześć hej wszystkim :* to znowu ja Arya. Mam nadzieje, ze jeszcze z nami jesteście i skomentujecie ta notkę, dodając otuchy i weny, bo niektóre z nas mają jej chwilowy zanik, dlatego musialyscie tyle czekać. Przy okazji chciałam was zaprosić na moje Fanfiction na wattpadzie
http://w.tt/1OiSc20
Jest ono trochę inne niż to tu, ale mam nadzieje ze się wam spodoba. Możecie również odwiedzić mojego Aska
https://m.ask.fm/Fruuity
I twittera
gdzie chętnie odpowiem na wasze pytania
https://twitter.com/_Fruuity_?s=09
Love ♡

poniedziałek, 19 października 2015

Rozdział 26

Uprzedzam pod koniec rozdziału jest scena +18 i tak wiem, że nikt nie posłucha, ale uprzedzam :P

*POV.Niall*
          Harry znowu brał mnie na robotę. Kolejny raz odbierałem komuś życie. Już przestałem czuć obrzydzenie. Hartowałem się coraz bardziej. Na początku nie mogłem spojrzeć nawet w lustro, obrzydzała mnie moja twarz. Później nie miałem ochoty jeść dłońmi na których była krew. Nie ważne czy tamten gość sobie zasłużył czy nie, nikt nie powinien pozbawiać życia drugiego człowieka, ale świat rządzi się swoimi prawami i zasadami, do których trzeba się stosować. Czasem myślałem, że nie jestem lepszy od gangstera, który zabił mojego ojca i siostrzyczke. Wtedy przypominała mi się Rose. To ona sprawiała, że wciąż byłem człowiekiem.
          Harry zatrzymał auto.
- Co się gapisz? - warknął - Idziemy coś zjeść.
Zdziwiłem się trochę. Byłem pewien, że znowu wiózł mnie, bym załatwił jakąś sprawę. Powoli wysiadłem z auta. Ruszyliśmy w stronę knajpy. Był to zwyczajny bar, w odcieniach szarości, brązu i zielonego. Na środku sali stał stół bilardowy, a na lewo od wejścia był bar. Hazza podszedł do jednego ze stolików pod oknem i zajął przy nim miejsce.  Usiadłem naprzeciwko.
- Jesteśmy rodziną - powiedział, otwierając menu - powinniśmy rozmawiać i wspólnie rozwiązywać problemy.
Ton jakim do mnie mówił wywoływał dreszcze na plecach.
- O co ci chodzi? - zapytałem, jednak domyślałem się, że chodzi o Rose. Najspokojniej jak umiałem, wziąłem kartę i zagłębiłem się w lekturze różnego rodzaju steków.
- Niall, nie od dziś wiesz, jakie zasady panują w naszej rodzince - powiedział Harry lodowatym tonem - Każdy ma swoje rzeczy, do których inni nie mają prawa.
- Rose to dziewczyna, nie rzecz - powiedziałem.
- I właśnie dlatego cię lubię - uśmiechnął się, jednak nie był to miły uśmiech - umiesz się postawić, jednak zawsze jesteś posłuszny.
Spojrzałem na niego, próbując wyczytać coś z jego twarzy, która wyrażała tylko chłodną obojętność.
- Wiedz, młody, że jesteś jak mój młodszy brat, ale nie bierz tego co nie twoje, bo inaczej porozmawiamy - wycedził - rozumiemy się?
- Tak - powiedziałem. Nie mogłem nic zrobić. On miał władzę nie ja. Wiem, że mógłby mnie zabić, gdybym chciał odejść.  Zbyt wiele wiedziałem. A gdybym próbował coś z Rose, zapłacilibyśmy oboje łącznie z niewinną istotką, którą ona nosi pod sercem. Podszedł do nas gruby barman prosząc o zamówienie. Widać było, że zna Harrego i odczuwa przed nim respekt. Wiedział, że każdy nie miły gest z jego strony może spowodować wypadek, w którym spłonie jego bar.
- Jak życie Bob? - zapytał Hazza, oddając mu menu - liczę, że pamiętasz o długu.
- Oczywiście, dzisiaj panowie jecie na koszt firmy - powiedział spocony Barman. Odszedł za lade i powrócił do czyszczenia szklanek.
             Ciszę w barze przerwało pojawienie się dwóch osób. Mężczyzny, jakiegoś biznesmena, który ciągnął za sobą młodą dziewczynę.
- Puść mnie ty... - syczała dziewczyna, potykając się o wysokie szpilki. Jednak  starszy mężczyzna ok.50 w garniturze nawet o tym nie myślał. Jego twarz była czerwona i na kilometr śmierdział alkoholem. Usiadł przy barze i posadził sobie dziewczynę na kolanach. Musiałem przyznać, że była ładna. Miała długie blond włosy oraz wysportowaną sylwetkę. Gdyby nie szpilki była by bardzo niska. Widać było jej niezadowolenie, tym bardziej, że się wyrywała.
- Siedź spokojnie - warknął na nią biznesmen.
- Nie jestem twoją dziwką, puść mnie! - krzyknęła. Nikt nie reagował na jej krzyki.
- Ale od dziś będziesz - powiedział cicho - Nie po to płaciłem twojemu bratu ponad 10 000 dolarów.
- Harry... - zacząłem, ale on z coraz większym zainteresowaniem śledził rozmowę tamtych dwoje. W oczach dziewczyny pojawiły się łzy. 
- On nie ma prawa decydować o moim życiu - powiedziała.
- Ale ja już mam - odparł na to mężczyzna, przyciskając do jej uda dłoń.  Dziewczyna syknęła. Najwyraźniej miała taki sam wypalony ślad jak Rose.
- Wygląda na to, że to siostra Nathana - Harry uśmiechnął się lodowato.
- Musi dla niego nic nie znaczyć, skoro ją sprzedał - powiedziałem.
- Albo chce zapewnić jej lepszą ochronę, bo co by się stało, gdyby jego siostrzyczka wpadła w łapy najgorszego wroga - powiedział. Spojrzałem na niego.
- Przejmujemy ją? - zapytałem. Hazza kiwnął głową i wskazał mi na wyjście. Podczas gdy on rozmawiał z barmanem, ja czekałem przy wyjściu z knajpy. Powoli się sciemniało, a na ulicy szło tylko kilku tak zwanych dresów. Ogólnie była to dzielnica cudów.
            Założyłem tłumik na lufę, by nie zrobić nie potrzebnego hałasu i czekałem, aż tamten gość wyjdzie. Najpierw wyszedł Harry, który pokazał by tylko ogłuszyć gościa. Kiwnąłem na znak, że zrozumiałem.  Po chwili zataczając się biznesmen wyszedł z baru, wlokąc za sobą dziewczynę. Szybko zaszłem go od tyłu, uderzając rękojeścią pistoletu w potylice. Harry złapał dziewczynę, zatykając jej usta by nie krzyczała. Zostawiłem faceta i ruszyliśmy do samochodu. Dziewczyna się wyrywała, ale wspólnymi siłami załadowaliśmy ja na tylnie siedzenie. Harry usiadł za kierownicą i syknął.
- Ta mała suka mnie ugryzła - powiedział, szukając chusteczek w schowku. Dziewczyna próbowała otworzyć drzwi, ale były zablokowane tak, że można je otworzyć tylko od zewnątrz. Harry ruszył samochodem, a dziewczyna zaczęła płakać. 
- A więc kochanie teraz sobie porozmawiamy - powiedziałem. Dziewczyna zerknęła na mnie.
- Błagam powiedzcie, że nie jesteście od Nathana - załkała.
- A nawet jeśli to co? - zapytałem.
- Powiem wam wszystko, tylko mnie mu nie oddawajcie - powiedziała szybko. Hazza zaśmiał się. Myślał, że będzie gorzej.
- Chyba nie przepadasz za swoim braciszkiem - powiedział.
- Nienawidzę go i jeżeli tylko będę mogła pomogę wam - wyszlochała. Zrobiło mi się jej żal. Do czego był zdolny jej brat, by sprawić, że go znienawidziła.
*Pov. Rose*
            Gdy położyłam się na drzemkę było po 15 i Harry powiedział, że wychodzi. Od kilku dni życzył sobie bym urzędowała w jego sypialni. Przetarłam powieki i spojrzałam na zegarek stojący na szafce nocnej. Była 18, a na dworze było ciemno. Nic dziwnego, w końcu była jesień. Powoli się podniosłam do siadu. Syknęłam gdy odezwało się moje złamane tydzień temu przez Harrego żebro. Wzięłam z szafki tabletkę przeciw bólową i po piłam ją wodą. Powoli wstałam, by nie kręciło mi się w głowie.  Zrobiło mi się nie dobrze, jednak wiedziałam, że to przez istotkę, którą noszę pod sercem. Momentalnie zrobiło mi się ciepło na myśl o niej. Wiedziałam, że już nigdy nie będę sama. Tabletka zaczęła działać, więc ból się zmniejszył. Założyłam dresy, w których chodziłam po domu. Zeszłam powoli na dół, starając się zignorować ból, który pulsował z każdego siniaka.
- Jak się czujesz? - zapytał Louis, gdy pojawiłam się w kuchni.  Był w wyśmienitym humorze. Śpiewał, mieszając coś w garnku.
- Nie udawaj, że to cię obchodzi - Uśmiechnęłam się lekko.
- Dziś mnie obchodzi - wyszczerzył się. To było do niego tak nie podobne, że zastanawiałam się co mu dolega.
- Dobrze, a więc powiem, że wprost wspaniale. Musze ci powiedzieć, że wogóle nie tęsknię za mamą, ani tatą, ani Lu, nie kręci mi się w głowie i wogóle mi nie jest nie dobrze - powiedziałam.
- To musze ci powiedzieć, że czujesz się wprost znakomicie - zaśmiał się, a ja poczułam do niego przypływ sympatii. Czasem potrzebowałam rozmowy z kimś innym niż Harry, Frankiem, który ograniczał się tylko do badań i Niallem, który ostatnio wogóle nie mógł mnie odwiedzać, bo Hazza był zły.
          Do domu wparowali Harry i Niall. Z tym drobnym faktem, że Niall prowadził bardzo ładną i bardzo skąpo ubraną dziewczynę.
- Wszyscy do kuchni! - krzyknął Harry. Momentalnie pojawił się Liam oraz Frank. Zaczęłam podnosić się z krzesła, bo wiedziałam, że jak będą chcieli porozmawiać, nie muszę skończyć najlepiej.
- Rose możesz zostać - powiedział, gdy mnie zauważył. Poczekaliśmy chwilę i do pomieszczenia dotarła jeszcze dziewczyna Louisa.
- Chciałem wam przedstawić naszego nowego gościa - powiedział Harry. Znów użył tego okropnie zimnego tonu, który mroził każdy nerw.
- To jest Olivia, siostra naszego bardzo dobrego znajomego Nathana. Niall będzie się nią opiekować. - wskazał Niallowi, by tamten ją wyprowadził.
- Skąd ją wzieliście? - zapytał zaciekawiony Louis, teraz było słychać w nim tak jak zawsze gangstera.
- Pojechaliśmy sobie wyjaśnić pewne kwestie - powiedział, patrząc na mnie z mrożącym krew w żyłach uśmiechem - i spotkaliśmy tam dziewczynę, z którą chciał się zabawiać jakiś kutas, ale jak usłyszeliśmy z Niallem, że brat ją tak urządził, to przyjęliśmy ją.
- Ciekawe, co ma do powiedzenia - powiedział Lou, z sadystycznym uśmiechem.
- Na pewno dużo - odparł Hazza, po czym zaśmiał się zimno. 
- To co? Jemy i zajrzymy do niej? - zatarł dłonie Liam. Zrobiło mi się Olivii żal. Przechodziłam to co ona. Na myśl co jej zrobią, obiecałam sobie, że jutro ją odwiedzę. Chociaż trochę, spróbuję ją wesprzeć.
*Pov. Harry*
            Po kolacji przygotowanej prze Tommo. Zeszliśmy do piwnicy, gdzie kazałem Niallowi zaprowadzić dziewczynę. Gdy weszliśmy do pomieszczenia uderzył nas chłód jaki tam panował. Niall zdążył dać blondynce bluzę, którą wcześniej miał na sobie. Dziewczyna siedziała w kącie z kolanami podciągniętymi  pod brodę, opatulając się szarą bluzą młodego. Zauważyłem na jej kostkach sine ślady po sznurach, a na ramieniu po łapach tamtego kolesia.
Usiadłem przed nią na krześle. Niall wraz z Lou i Liamem oparli się o ścianę za mną.
Olivia nie patrzyła na mnie, najwyraźniej analizując sytuacje w jakiej się znalazła.
- No kochanie, powiedz nam coś o twoich braciszku - powiedziałem. Widziałem jak dziewczyna się wzdrygnęła na to jakiego określenia użyłem w stosunku do jej brata. - On nie liczy się z nikim, nawet ze mną, po prostu spodobałam się jakiemuś Bredfordowi, a on mnie sprzedał - powiedziała - ma pełno długów.
- Ależ o tym doskonale wiem, może coś nowego, czy Liam ma ci pomóc? - zapytałem. Blondynka podniosła wzrok i popatrzyła na każdego z chłopców.
- Teraz ma burdel na Breakstreet 5 - powiedziała. Próbowała udawać spokojną, jednak jej dłonie się pociły, a oczy blagalnie na mnie patrzyły.
- Za mało - stwierdziłem - Liam.
Liam podszedł do dziewczyny i wymierzył jej naprawdę mocny policzek, od którego momentalnie spuchła.
- Ale on mi nic nie mówi - powiedziała. Widziałem jak próbowała powstrzymać łzy co było żałosne. Za śmiałem się zimno. Liam kopnął ją w brzuch. Dziewczyna krzyknęła.
- Niall szkoda tylko twojej bluzy - powiedziałem z niesmakiem. Blondyn skrzywił się tylko, nie chcąc komentować tej sytuacji. W czasie gdy to mówiłem, Liam kopał blondynkę.
- Starczy Liam, ona musi żyć - powiedziałem - Jej braciszek się po nią upomni.
           Wstałem z miejsca i wyszłem z piwnicy. Chłopcy ruszyli za mną. Lubiłem i tak nazywać. Po prostu pasowało mi to do nich.
- Niall zajmij się nią, by jutro była w stanie coś powiedzieć - odezwałem się. Blondyn wziął tace z kuchni. Nałożył trochę jedzenia i spowrotem zszedł do piwnicy. Skierowałem się na górę do sypialni. Naszła mnie ochota na Rose. O tak miałem ochotę, ją wziąć. Weszłam do swojej sypialni, ściągając koszulkę.  Dziewczyna siedziała i czytała książkę. Momentalnie znalazłem się przy niej, całując jej usta. Na początku nie odwzajemniała pieszczoty, ale gdy moja dłoń scisnęła ją boleśnie za biodro, opamiętała się. 
- Bądź grzeczna to nie zaboli - powiedziałem. Wyczułem na jej policzku łzy, ale to co ona chciała się nie liczyło. Wręcz zerwałem z niej koszulkę, rozkoszując się zapachem jej skóry. Nie miałem ochoty na długą grę wstępną, wiec szybko pozbyłem się reszty naszych ubrań i jednym szybkim ruchem znalazłem się w niej. Pisnęła wyczuwając mnie. Miałem jej ochotę pokazać, co to naprawdę znaczy być moją. Musiała to wiedzieć, zresztą tak jak i Niall. Wszedłem w nią jeszcze głębiej, a ona głośniej jęknęła. O tak, była moja i wyłącznie moja.



Hej hej :) jak się domyślacie, ja to ta nowa xd możecie mnie znać, jeżeli czytacie opowiadania na facebooku, ale nie ma tak łatwo pogłówcie się czy czytaliście moje opowiadania  :P mam nadzieję, że się wam spodoba moja twórczość i dacie mi znać w komentarzach :) może teraz powiem coś o sobie. Directioners jestem od niedawna, ale już całym sercem kocham ten zespół :P a najbardziej Niallerka :D za cztery miesiące kończe 16 lat i niech reszta będzie dla was zagadką ;) 
mam nadzieję, że się polubimy :* 

niedziela, 18 października 2015

Ważna Informacja

Witam Wszystkich Serdecznie :*
Jak się za pewne domyslacie to nie jest jeszcze rozdział, ale mam dla was bardzo dobre wieści rozdział będzie już jutro, i to jest pewne :*
Oprócz tego chciałabym wyjaśnić kilka zmian, mianowicie, zaprosilam do wspoppracy dwie inne pisarki, niestety lub stety jedna z nich zrezygnowała  :/ ale na jej miejsce szybko znalazłam naprawdę świetna dziewczynę :*  zresztą sami jutro ocenicie i macie moje słowo że kobita jest genialna, ale nie będę już zapeszac :P
Druga sprawa przepraszam, że tak wyszło z tym blogiem i na wstępie dziękuje za cierpliwosc( wiele ona dla mnie znaczyla) no nie będę owijac w bawelne, zawaliłam i jest mi z tego powodu przykro.
Moge tylki obiecać że to sie zmieni :*


Natka :*

piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział 25


Rose POV
Cóż Harry śpi, więc sama mogę się dziś wyspać, no prawie, ponieważ ból towarzyszył mi przez całą noc.
Gdy się obudziłam w pokoju siedział Niall, który oznajmił mi, że idziemy na śniadanie. Ubrałam się w ubrania, które mi podał.
-Jak się czujesz, Rose?-Zapytał, gdy schodziliśmy do jadalni.
-Żebro mnie jeszcze boli, ale tak to jest okej.-Posłałam mu lekki uśmiech, który odwzajemnił.
Przy stole w jadalni siedzieli wszyscy, Harry machnięciem ręki przywołał mnie do siebie, przestraszona podeszłam bliżej, a on poklepał miejsce obok siebie. Już myślałam, że za coś dostanę, ale jednak będę mogła zjeść w spokoju śniadanie.
Nasypałam sobie płatek do miski i zalałam mlekiem. Jedząc je naszło mnie małe pytanie czy mogłabym zrobić śniadanie sama jutro, cóż dawno nie jadłam dobrego śniadania, więc bez jakiegokolwiek namysłu zadałam Styles'owi pytanie.
-Harry mogłabym jutro zrobić jakieś normalne śniadanie dla wszystkich?
-W sumie czemu nie? Zjadłbym coś dobrego.-Reszta chłopaków go poparła.
-Ale jajecznica czy naleśniki? No i może ugotuje obiad, nie żeby coś, ale średnio gotujecie.-Wypowiadając ostatnie zdanie zaczęłam się śmiać. Okej dziwny mam dziś humor.
-Okej może zrobić jajecznicę, a na kolację naleśniki?-Zaproponował Tommo.
-Spoko, ale Harry będziesz musiał zrobić małe, później zrobię Ci listę zakupów.-Powiedziałam na co chłopak się zgodził.
Trochę dziwny poranek, ja nie wiem jak oni ze mną rozmawiali z tymi swoimi wybuchowymi charakterkami.

Około drugiej do "mojego" pokoju przyszedł Harry z jakąś torbą, którą rzucił na łóżko.
-Ubierz się w to i zejdź do ogrodu.-Klepnął mnie w tyłek i wyszedł.
Wysypałam zawartość torby na łóżko i okazało się, że to strój kąpielowy. Super jeszcze wczoraj mnie pobił, a dziś kupuje mi strój. Cóż wolę się szybko ogarnąć i wyjść, ale najpierw musiałam wziąć szybki prysznic. Po 15 minutach ubrana w strój i zawinięta w ręcznik zeszłam na parter i udałam się do ogrodu. Wszyscy oprócz Harry'ego pływali w basenie, a on leżał na leżaku i mnie obserwował.
-Zdejmuj ten ręcznik i kładź się obok.
Wskazał leżak obok siebie, ale na szczęście był jeszcze jeden wolny dalej od chłopaka, który chętnie zajęłam. Ten zaczął się ze mnie śmiać i wskoczył do basenu.
Ja jakoś nie miałam ochoty pływać, wolę się trochę opalić. Przymknęłam oczy i próbowałam trochę odpocząć. To chyba jedyny dzień, w który nie dostałam, ale chociaż do wieczora jeszcze daleko i wszystko się może wydarzyć.
Po jakimś czasie poczułam dotyk na brzuchu i natychmiastowo się odsunęłam, od osoby, która mnie dotknęła, a okazał się nią być Harry.
-To z wczoraj?-Zapytał.
-Tak.
-Pięknie Cię urządziłem.-Uśmiechnął się, cmoknął mnie w usta i ponownie wskoczył do wody.
Znalazł sobie super zajęcie, nie ma to jak oglądać moje siniaki z satysfakcją. Po godzinie opalania, postanowiłam wejść do wody, weszłam do niej powoli, ponieważ była trochę zimna, a później popłynęłam na drugi koniec, gdzie nie było Harry'ego i jego głupich przyjaciół, oprócz Niall'a który do mnie przypłynął i zaczęliśmy rozmawiać o jutrzejszym dniu, chłopak chce mi pomóc gotować, co mnie ucieszyło. Blondyn jest jedyną osobą, która jest tutaj dla mnie cały czas miła i w ogóle.
Harry nas ciągle obserwował, więc czułam się trochę dziwnie.
-Cholernie Ci współczuję, że musiałaś do nas trafić i jeszcze to traktowanie przez chłopaków.
-Dziękuję Niall.-Cmoknęłam go w policzek.-Muszę coś zapytać Harry'ego poczekaj.-Podpłynęłam do loczka.-Kiedy mógłbyś pojechać...-Nie dał mi skończyć, ponieważ złapał mnie za przedramiona i zaczął na mnie krzyczeć.
-Co to było tam z Niall'em?! Przecież mówiłem Ci, że jesteś moja!
-Harry uspokój się, ten buziak był w podziękowaniu, że mnie wspiera.
-Nigdy więcej czegoś takiego nie rób!
-Dobrze, a teraz puść to boli.-Chłopak poluzował swój uścisk i wolałam się od niego trochę odsunąć.
-Coś ode mnie chciałaś.
-Kiedy mógłbyś pojechać po te potrzebne rzeczy na jutr?
-Jakoś wieczorem, tylko zrób listę.
-Dobrze.-Chciałam odpłynąć, ale chłopak mnie złapał w pasie i przyciągnął do siebie.
-Nie bój się nic Ci nie zrobię.
-Co ty chcesz?
-Buziaka.
-Nie, żegnam.
-Rose bo to się źle skończy.-Spojrzał na mnie groźnie.
Cmoknęłam go w policzek i wyrwałam się mu, chciałam znów odpłynąć, ale mnie dogonił i się "przyssał" do moich ust.
-Takiego buziaka chciałem.-Puścił mi oczko i odpłynął.

Wieczorem około ósmej Harry tak jak obiecał pojechał z Tommo do sklepu, więc poszłam się wykąpać i położyć spać. Zbytnio nie mogłam zasnąć, więc zeszłam do kuchni się napić, miałam nadzieję, że nikogo tam nie będzie, ale przy blacie siedział Styles.
-Czemu nie śpisz?-Zapytał.
-Jakoś nie mogę, a ty?
-Też.-Zrobiłam sobie herbatę i chciałam wrócić do pokoju, ale Harry mnie zatrzymał.
-Usiądź jeszcze na chwilę.
-Wiesz trochę mi zimno, ale okej.
-To chodźmy do mojego pokoju.-Zaproponował.
-Dobrze?-Szłam za nim niepewnie, ciekawe co on ode mnie chce.
-Położył się na łóżku i odchylił kołdrę abym położyła się obok. wolałam położyć się dalej od niego i pić w spokoju herbatę.
-Już się nie bój, jak będziesz grzeczna to nic Ci się nie stanie/
-Okej.-Zaczęłam się trochę rozglądać, ponieważ nastała niezręczna cisza, a ja nie wiedziałam za bardzo co powiedzieć.
-Boli Cię?-Zapytał jakby z przymusu.
-Już tak nie udawaj, że Cię to obchodzi.
-Ale właśnie teraz mnie to obchodzi, więc odpowiedz.
-Trochę boli.-Odłożyłam kubek na szafkę nocną i spojrzałam na niego.
-Sorry, ale wczoraj nie panowałem zbytnio nad sobą, gdybyś mi dała to czego chciałem, to byłoby inaczej.
-Taa wiem, ale ja nie jestem Twoją zabawką, którą możesz ruchać jak Ci się będzie podobać.
-Jesteś moja, więc mogę robić co tylko chcę.-Zaczął mnie całować, na początku odwzajemniałam pocałunek, ale po chwili "oprzytomniałam" i odepchnęłam go od siebie.-A teraz masz iść spać.
Chciałam wstać i iść do pokoju, ale mnie przytrzymał i dodał.-Tutaj.
-Z Tobą?
-Tak, spokojnie nic Ci nie zrobię.
-Okej?
Położyłam się i przymknęłam oczy, po chwili poczułam jak Hazza przytula się do mnie i także próbuje zasnąć i po chwili odpłynęłam do Krainy Morfeusza.

***
Hej, więc może Wam się trochę opiszę. ;))
Mam 16 lat piszę blogi od dawna mam dwa, które prowadzę w miarę systematycznie oraz kilka zablokowanych ;)) Mam nadzieję, że sposób w jaki piszę Wam się spodoba. ;)) Miłego! :))
Aagnesh.



sobota, 1 sierpnia 2015

Rozdział 24

Rose POV:
Gdy się obudziłam leżałam w łóżku. Czułam się bardzo dobrze jak na sytuację, w której ostatniej się znalazłam, Usiadłam na łóżku i pogłaskałam mój brzuch. Był mały, ale wiedziałam, że za kilka miesięcy się do zmieni. Myślałam o tym jakie życie będzie miało moje dziecko. Moje i Harrego. Po chwili do pokoju wszedł Niall z tacą jedzenia.
-Jak się czujesz? - zapytał i podał mi tacę.
-Dziękuję, powiem, że bardzo dobrze. Tylko jest mi niedobrze.
-To raczej normalne w.. twoim stanie.
-Przykro mi, Niall.
-Nie ma powodu żeby było ci przykro.
-Wiem, że coś do mnie czujesz, ale wiesz, że nie ma szans dla.. nas.
-Wiem. Już się z tym pogodziłem. Zjedz. Smacznego. - powiedział i wyszedł. Widziałam, że było mu bardzo przykro. Mnie też. Noszę pod sercem dziecko, którego nie chce jego własny ojciec. Ale jednak dał mu żyć. Czy to coś może znaczyć.
Skończyłam jeść, a tackę odstawiłam na stolik. Zrobiło mi się bardzo niedobrze, więc pobiegłam do toalety i zwróciłam wszystko co zjadłam chwilę temu. Gdy skończyłam w drzwiach stał Harry z złośliwym uśmieszkiem. Podszedł do mnie i zaczął całować mnie po szyi. Bardzo zachłannie i łapczywie. Wyczułam od niego alkohol. Śmierdział nim cały, co dało się wyczuć na kilometr. W moich oczach stanęły łzy gdy pod koszulką poczułam jego ciepłe dłonie.
-Harry, proszę puść mnie.
-Niby dlaczego miałbym?
-Bo jesteś pijany.
-Iiii? - powiedział bardzo długo przeciągając literkę.
-I to, że jestem z tobą w ciąży, a ty trzymasz mnie zamkniętą i chcesz ponownie zgwałcić. - wykrzyczałam głośno, łkając. Wymierzył mi wtedy policzek, tak mocny, że upadłam na zimne kafelki w łazience. Dyszał ciężko i patrzył na mnie wściekłym wzrokiem.
-Jesteś moja i mogę robić z tobą co zechce. A to, że jesteś w ciąży od niczego cię nie uchroni! - wykrzyczał i wyszedł z łazienki wpierw kopiąc mnie w żebra. W drzwiach wpadł na kogoś. - Co ty tutaj robisz, do cholery?!
-Przyszedłem po tacę. - odpowiedział głos.
Ten głos należał do Nialla. Przyszedł do łazienki zaraz po tym jak Harry wyszedł z pokoju.
-Jak dobrze, że jesteś. - wychlipałam, a on wziął mnie na ręce i zaniósł na łóżko.
-Boli cię coś?
-Tak. Tutaj. - pokazałam mu na żebra i jeszcze bardziej się rozpłakałam.
-Pójdę po Franka. - powiedział
Niall POV:
Jest mi tak strasznie żal Rose. Musi nosić pod sercem dziecko takiego szaleńca jakim jest Harry. Ona jest cudowną i przepiękną dziewczyną. Zasługuje na kogoś lepszego, na kogoś kto dał by jej wolność i spokój. No i bezpieczeństwo jej i dziecku. Gdyby nie to, że muszę być posłuszny Harremu to już dawno bym ją z tąd wykradł, a zależy mi na byciu w gangu. Mam wyrzuty sumienia , że to ja musiałem ją porwać.
-Louis gdzie jest Frank? - krzyczę, ale nikt mi nie odpowiada. W końcu znajduję Franka w kuchni. - O tutaj jesteś Frank. Rose potrzebuje twojej pomocy.
-A co się stało?
-Nie jestem pewny, ale chyba coś zrobił jej Harry.
-Ten człowiek jest nieprzewidywalny. - rozmawialiśmy szeptem, zawsze mogliśmy wpaść na Harrego lub Louisa.
-I to jak.
Dotarliśmy do pokoju, w którym umieściliśmy wczoraj w nocy Rose. Leżała na łóżku i zwijała się z bólu. Gdy nas usłyszała podskoczyła gwałtownie, pewnie myślała, że to Harry. Też bym się bał.
-Spokojnie Rose, to tylko ja i Niall. Nie ma się czego bać. Pokaż gdzie cię boli. - odezwał się Frank, a ona pokazała na cały zakrwawiony bok. - Powiesz mi co się stało?
-Jasne, bo przyszedł Harry i on zaczął mnie całować, a on był pijany i ja go odepchnęłam i wtedy uderzył mnie w policzek, że się przewróciłam i potem kopnął tutaj i bardzo boli.
-Niall pomóż mi zanieść ją do gabinetu.
Zanieśliśmy ją do gabinetu. Straciła przytomność.



Frank POV:
Gdy Rose znalazła się już w moim gabinecie była nieprzytomna. Jej lewy bok był cały zakrwawiony. W skórze była dziura, a przez nią wystawała kość żebrowa. Była złamana i mam przeczucie, że nie tylko ta jedna. Zrobiłem prześwietlenie i podałem środki nasenne. Musiałem jakoś nastawić te kości.
Nie mogę uwierzyć w to, że Harry jest takim bezuczuciowym człowiekiem. Ma mieć dziecko z tą dziewczyną, a nie dosyć, że ją bije to jeszcze przychodzi do niej i ją straszy. W nocy był w barze. Nachlał się do upadłego, a potem przyprowadził tutaj jakąś laskę. Mam nadzieję, że tym razem się zabezpieczył, bo nie chcemy kolejnego wybuchu złości. Powinien bardziej myśleć nad tym co robi. Jest bardzo inteligentnym chłopakiem, ale jest młody i nie umie zrozumieć jakie zło popełnia.
Mam nadzieję, że kiedyś wypuści tą biedną Rose.
-Frank? Co się stało? Gdzie Niall?
-Ciii... Spokojnie. Musisz teraz odpoczywać. Niall.. zaraz go zawołam.
-A Harry?
-Harry śpi. Był zbyt pijany by móc go dobudzić.


***
Hej! Jak już pewnie wiecie, jestem jedną z dziewczyn, z którymi autorka podjęła współpracę. Powiem Wam coś o sobie ;)) No to mam na imię Wiktoria, 14 lat. Uwielbiam pisać i czytać. Piszę własne opowiadania ;) Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba..!
Pozdrawiam! ;D

       



piątek, 31 lipca 2015

Ważna Informacja

Hej to nie jest jeszcze rozdział, ale muszę wam przekazać kilka zmian.
Na wstępie przepraszam za opóźnienie mam nadzieje że rozumiecie, że mam "własne życie" i praktycznie od rozpoczęcia wakacji jestem poza domem i nie mam za bardzo czasu na pisanie, dlatego postanowiłam że znajdę osoby, które pomogą mi kontynuować dalsze pisanie opowiadania, mam nadzieje że już nie długo pojawi się następny rozdział, prawdopodobnie dzisiaj lub jutro to zależny od dziewczYN z którymi podjęłam współprace.
Z góry bardzo dziękuje za cierpliwość mam ogromną nadzieje ze jakoś to nadrobimy :)

środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 23

Rose Pov
Podniosłam swoje zaspane powieki, nie mogłam pozbierać myśli, nie wiedziałam co się dzieję byłam w jakimś amoku. Bałam się najgorszego, czy to już po wszystkim ? Czy to już koniec ? Czy właśnie straciłam własne dziecko ?
Zdziwił mnie fakt, że nie czułam nic.
Nagle przed oczami pojawił się Frank, co przyznam że mnie trochę zdziwiło.
-Wszystko w porządku ? - Zapytał
-Dlaczego spałam ?
- Daliśmy ci leki na senne
Przełknęłam narastającą gule w gardle.
- czy już jest po wszystkim ? Czy już jest koniec ? - zaczęłam panikować, nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że ktoś zabił moje dziecko.
- Rose, spokojnie
- Dlaczego ? - Załkałam
- Rose nie płacz, nie masz powodu do płaczu - pogłaskał mnie po głowie.
-Jak to ?
- Harry nie zrobił tego, nie potrafił.
                                
Harry Pov
Siedziałem sam w ogrodzie i rozmyślałem. Nadal nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że będę ojcem. Nie wiedziałem co teraz zrobić z Rose. Wszystko się skończyło, a zarazem wszystko się zaczęło.
Nie wyobrażałem sobie siebie jako rodzica, ale jednak mimo wszystko dałem temu dziecku szanse.
                             ~*~
Wszedłem do pomieszczenie w którym znajdowała się Rose.
Siedziała skulona, płakała. Podszedłem bliżej żeby stanąć na przeciwko jej, wiedziała że tam stoję, ale mimo wszystko nie podniosła głowy i nie spojrzała na mnie.
- Dziękuje - wyszeptała cicho.
- Teraz spadł na nas wielki obowiązek, przede wszystkim na Ciebie, czy ty naprawdę jesteś świadoma tego co Cię czeka ? Rose, już mówię na wstępie nie zmienię mojego zachowania w stosunku do Ciebie, a tym bardziej nie będę kochającym tatusiem. Te dziecko nie ujży światła dziennego, tak samo jak ty, zapomnij i na pewno jego dzieciństwo nie będzie kolorowe, sama to coś wychowasz- uświadomiłem ją i po chwili wyszedłem z tego pomieszczenia, zatrzask ując drzwi. 
Byłem pewien tego co powiedziałem, zrobiłem jej wielką przysługę nie zabijając tego dziecka.
Nie potrafiłem sobie wyobrazić Rose, która jest jeszcze nastolatką i ma dziecko, mój rozm tego nie pojmował. Najgorsza jest świadomość, że to jest moje dziecko.
Mam już dość, postanowiłem się trochę rozerwał pojadę z Louisem do jakiegoś klubu się zabawić i porządnie nachlać.

Hej o to rozdział 23 mam nadzieje, że wam się podoba. Tak jak wspominałam w poprzednim poście moje rozdziały nie będą teraz jakoś specjalnie "długie" ze względu na............telefon..........


niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 22

   Rose Pov
Mijały dni, trwały przygotowania do napadu na wroga Harrego i jego gang.
Nie wiedziałam co tak naprawdę o tym myśleć, bałam się a za razem czułam się bezpieczna. Teraz Harry był mi bardzo potrzebny.
                           ~·~
-Rose, jedz - z zamyślenia wyrwał mnie głos, był to Harry.
-Nie mam dziś ochoty, mogę iść do toalety?
Pokiwał głową na znak, że się "zgadza"
Wstałam i zasunęłam krzesło.
Kiedy ruszyłam w stronę łazienki, momentalnie przed oczami pojawiły się czarne plamki, które były coraz większe, w pewnym momencie nie widziałam już nic. Ostatnie co pamiętam to czyjąś rękę na moim karku.
Harry Pov
Nie wiedziałem co się dzieje, Rose zemdlała. Była blada, mogłem się domyślać, że to na pewno chodzi o anemie.
Nie czekając długo, wezwałem Franka. Zaniosłem Rose do gabinetu. Frank zrobił podstawowe badania, jednak powodem zemdlenia nie była anemia. Frank sam nie wiedział jaki powód mógł by być. Ale konieczne były jeszcze inne badania.
Rose Pov
Lekko otworzyłam swoje zaspane powieki. Światło raziło mnie w oczy, wiedziałam że coś jest nie tak, bolały mnie wszystkie mięśnie do tego było mi bardzo nie dobrze inaczej mówiąc czułam się naprawdę źle, ale nie byłam sama w pomieszczeniu, dokładnie nie widziałam ich twarz ale słyszałam głos Harrego, był zdenerwowany, dało się to rozpoznać na kilometr.
Słyszałam ich jakby przez mgłę, co świadczyło o tym, że jeszcze nie do końca się wybudziłam. Z całej siły próbowałam wsłuchać się w rozmowę.
- I co teraz z nią zrobimy ?- powiedział prawdo podobnie Frank.
- muszę ochłonąć - byłam pewna, że był to głos Harrego, naprawdę był mocno zdenerwowany.
Cisza i tylko głośny trzask.
- Rose, od jak dawna nie śpisz ? - zapytał mnie Frank.
- Od nie dawna - uśmiechnęłam się słabo.
- Jak się czujesz ?
- słabo, nie dobrze mi.
- to normalne w twoim stanie - zasugerował.
- Jakim stanie ? - zapytałam zdziwiona, a za razem ciekawa.
Popatrzył na mnie zmieszany, i odwrócił głowę w inną stronę.
- Masz - podał mi jakieś lekarstwo.
Co się do cholery dzieje, jaki stan i dlaczego Harry jest taki wkurzony.
- Frank błagam powiedz mi co się dzieje ? Czy jestem na coś chora ? - zaczynałam się niecierpliwić.
Popatrzał na mnie przez chwilę i powiedział.
- Będzie dobrze
Wyszedł, zostałam sama.
Ku*wa co się dzieję ? Czy ja umieram ? Czy ta choroba może mnie zabić ? Czy już nigdy nie zobaczę rodziny ? Czy już nigdy nie zobaczę Harrego ?
Te myśli nie dawały mi spokoju, pojedyncze łzy leciały po moim policzku.
                           ~·~
- Rose, śpisz ? -usłyszałam głos Harrego.
- Nie.
- Mam nadzieję, że się już lepiej czujesz.
- Tak, Harry co się dzieję ? - zapytałam.
Wsadził rękę do kieszeni, a drugą podrapał się po głowie. Krążył po pokoju i próbował się wysłowić.
- Umieram ? - rozpłakałam się.
Harry głośno wypuścił powietrze.
- Błagam powiedz mi... - dodałam po chwili - Harry, proszę - kątem oka zobaczyłam jak podchodzi do mnie, stanął blisko łóżka i powiedział.
- Rose, nie wiem od czego zacząć, powiem w prost, jesteś w ciąży.
Te słowa odbijały mi się echem w głowie, wylewałam z siebie tyle łez ile mogłam, to był jakiś horror, będę mieć dziecko,  z nim.
- ale ja mam nie całe 17 lat - ledwo wydusiłam - dlaczego ? - płakałam tak głośno, że miałam problem z pozbieraniem myśli.
Harry tylko patrzył się przez okno.
- Dla tego je usuniesz - odwrócił się i powiedział chłodno.
Byłam w szoku. Nigdy bym nie zabiła własnego dziecka, które nawet jeszcze się nie urodziło.
- Nie - powiedziałam w prost.
Usłyszałam jego śmiech.
- ale ja nie pytam cię o pozwolenie, zrobisz to czy ci się to podoba czy nie.
W kim ja byłam przez te dni zakochana,  z drugiej strony to zabójca dla niego to normalne.
Jedyne co w tej chwili czułam to strach. Zrobię wszystko by chronić swoje dziecko, WSZYSTKO, nawet jestem godna za nie umrzeć.
- Możesz mnie zabić, ale niewinne dziecko zostaw w spokoju - powiedziałam surowo.
Zdziwił się jak to powiedziałam.
- Jeszcze dziś to zrobimy, mówię to z troską o ciebie i o mnie.
- chcesz się o mnie troszczyć, to zostaw mnie i moje dziecko w spokoju !
- Rose, wiedz że twoje słowa w ogóle się nie liczą, zrobię to mimo wszystko !
Wyszedł, tym razem nie byłam sama, moje maleństwo było ze mną.
                         ~·~
Siedziałam w salonie, ciągle płakałam,  była przy mnie Elenaor starała się mnie pocieszyć, leczo słowa Harrego były tak mocne, że miałam problemy z oddychaniem.
- Rose, Harry może jeszcze zmieni zdanie - powiedziała szatynka.
- Elenaor, co ja mam robić ? może sama powinnam się zabić ?
- przestań - pogłaskała mnie po głowie.
- boję się - zapłakałam
Elenaor Pov
Nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że Harry mógłby zabić własne dziecko. Nie mogę na to pozwolić.
- Rose, poczekaj sekundę muszę z kimś pogadać - powiedziałam na co ona kiwnęła głową.
Dotarłam do pokoju Louisa, zapukała lekko i weszła. Siedział z Harrym przy wielkim stole z laptopami i stertami papierów.
- Louis, możemy pogadać ? -zapytałam niepewnie.
- Kochanie, teraz nie bardzo, sama rozumiesz - wskazał na laptopa i papiery.
- Louis, zależy mi na czasie.
- Nooooo dobrze, chodź - wyszliśmy z pomieszczania - słucham ?
- słyszałeś, że Rose jest w ciąży ?
- Tak.
- Harry, chce usunąć ciąże.
- Elenaor, to nie jest nasza sprawa
- Louis do cholery on nie wie co chcę zrobić, myśli nieracjonalnie
- Kochan...
- On chce zabić własne dziecko !
- i co ja mogę ?
- jesteś jego najlepszym przyjacielem, pogadaj z nim zrób coś, błagam.
- no dobrze - powiedział i wszedł do pokoju.
                               ~·~
   Rose Pov
To koniec, czekam właśnie na śmierć własnego dziecka. Jakiś koszmar. Jak on mógł.
- Gotowa ? - zapytał Frank.
- mam być gotowa na śmierć tego niewinnego dziecka ?
- faktycznie przepraszam.
- połóż się, Harry za chwilę przyjdzie.
Mnie zabijcie, to ja chce umrzeć.
Długo nie musiałam czekać, przyszedł i on Ojciec, morderca i moja miłość.
Hej miśki :* od razu mowie rozdzial nie sprawdzony.
Mam nowy telefon i koszmarnie sie na nim pisze klawiatura jest do dupy... :/
Poprostu rozdzialy beda krotsze sorry :)
45 kom. Next :*

piątek, 17 kwietnia 2015

Rozdział 21

Rose Pov

Dni mijały bardzo powoli, moje życie traciło jaki kol wiek sens. Kiedyś wszystko było takie proste, kolorowe i piękne, a dziś pustka, szarość i tylko łzy. Moje myśli samobójcze, nie dawały mi spokoju, jeżeli już miałam umrzeć, to z całą pewnością wolałabym się sama zabić. 
                      ~·~
- Usiądź - Harry wskazał na łóżko w gabinecie - Frank, da ci teraz coś na wzmocnienie apetytu i na poprawienie morfologi.
Usiadłam na łóżko, Frank podał mi jakąś, dużą tabletkę i butelkę z wodą, wzięłam ją do ust i popiłam. Kątem oka zobaczyłam jak wbija mi igłę w żyłę, nigdy nie lubiła tego typu badań, zawsze gdy mama kazała mi iść do lekarza pobrać krew, wymyślałam różne argumenty typu, że mam dużo nauki, że mam jutro sprawdzian itp. 
Z przerażeniem patrzyłam na Franka, jak pobiera mi krew. Modliła się w ciszy, żeby jak najszybciej skończył.
Harry przez cały czas wpatrywał się we mnie, jakby czegoś szukał, nie lubiłam jak tak na mnie patrzy, mógłby zabijać wzrokiem. Ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że Harry jest bardzo przystojnym mężczyzną, gdyby nie te wszystkie rzeczy, które mi zrobił, za pewne zakochałabym się w nim, ma coś w sobie takiego co bardzo mnie pociąga, jednak za wszelką cenę starałam się nie myśleć o nim w taki sposób, nie mogłam.
Po zakończeniu badania Harry odprowadził mnie do mojego pokoju, o dziwo wszedł razem ze mną do pomieszczenia. Był dziś jakiś inny, jakby tu powiedzieć przygnębiony, nad wyraz spokojny i opanowany.
- jesteś głodna? - zapytał.
Pokiwałam lekko głową dając mu znak, że nie.
Ostatnio w ogóle nie jestem głodna, nie mam apetytu na nic.
- To znaczy, że tabletka jeszcze nie działa - dodał po chwili.
- Rose, chcesz coś do czytania, jakąś książkę, gazetę?
- Książkę- uśmiechnęłam się słabo.
Harry wyszedł z pokoju, i za raz po tym wrócił z pudłem pełnym książek.
- Romans, akcja czy może horror? - zapytał
- a co według Ciebie najlepsze?
- proponuje ci Horror - słodkie dołeczki pojawiły się na jego twarzy.
Uwielbiam jak się uśmiecha, jest wtedy taki słodki, mogłabym patrzeć na niego godzinami. Anioł.
- Rose ? - usłyszałam męski głos.
Zagapiłam się i wpatrywałam w niego ugh wyszła na totalną idiotkę, pewnie wiem co on teraz o mnie myśli, idiotka...
- emm przepraszam - zrobiłam się czerwona, na co on tylko się cicho zaśmiał.
Podał mi dwie książki, jedna z nich była mi bardzo znana praktycznie chyba każdy ją znał, był to zmierzch, a druga nosiła nazwę "w mroku" na sam tytuł przeszedł mnie dreszcz, nie przepadałam za horrorami no ale lepsze to niż siedzenie w ciszy i patrzenie w pustą ścianę.
- za godzinę przyniosę ci obiad - powiedział i wyszedł z pokoju.
Zdziwił mnie fakt, że mnie nie zamknął, czyżby mi ufał no ale mniejsza z tym teraz miałam ochotę się zrelaksować i poczytać, bardzo dawno nie miała książki w ręku, mimo iż uwielbiam czytać.
                       ~·~
Skończyłam właśnie czytać drugą książkę, razem zajęło mi to cztery godziny. Miałam ochotę zasnąć oczy mi się same kleiły, była godzina dwudziesta, za oknem było jeszcze w miarę widno za pewne była to wiosna.
W pokoju rozległo się pukanie, co mnie trochę zdziwiło bo nikt nigdy tu nie pukał, tylko normalnie wchodził.
-Proszę - powiedziałam dosyć głośno.
Do pokoju wszedł Niall ? Boże nie widziałam go chyba wielki. Od razu podbiegłam i mocno się przytuliłam do niego, tęskniłam za nim, brakowało mi go.
- Witaj piękna - złożył delikatny pocałunek na moim czole.
- Harry kazał mi przyjść po Ciebie, jesteśmy wszyscy na dole i jemy kolację
- ugh... nie mam ochoty jeść, a ni iść nam na dół - powiedziałam.
- Rose, musisz Harry się wścieknie jak nie zejdziesz tam.
- No dobrze, pójdę - nie chciałam znów widzieć Harrego w akcji, jeszcze teraz kiedy w miarę się dogadujemy.
Razem z Niall zeszłam na dół do wielkiej jadalni, faktycznie byli tam wszyscy. Blisko Harrego siedziała piękna blondynka, była naprawdę śliczna.
- Rose, podejdź tu - Harry machnął ręką, żebym podeszła do niego, nie chętnie ale zrobiłam to.
-Rose, to jest Gemma, moja siostra, Gemma to jest Rose moja... no właśnie moja - zaciął się Harry, dobrze wiedzieć, że jestem jego.
Siostra Harrego, to on ma siostrę jeszcze taką piękną. Z uśmiechem na twarzy podałam jej dłoń.
- Usiądź - Harry odsunął krzesło i czekał, aż usiądę, dłużej nie czekając tak więc zrobiłam.
Przy stole siedzieli wszyscy, oprócz jednej osoby, Zayna.
Była nawet dziewczyna Louisa, prawdo podobnie też była z nami dziewczyna Liama, Niall, Frank i jeszcze jeden przyjaciel Harrego. Wszyscy jedli wyłożone dania na stole i rozmawiali między sobą, opowiadali sobie nawzajem śmieli się.
Z zamyślenia wyrwała mnie czyjaś dłoń na moim kolanie.
- Rosalie, jedz - był to Harry, jeszcze nigdy nie nazwał mnie Rosalie, nie lubiłam jak ktoś mówi do mnie tak, ale przyznam, że w jego ustach brzmiało to naprawdę pięknie
Nie chciałam jeść, ale zmusiłam się, dla Harrego. Nie wiem co się ze mną działo to wszystko przez niego, to on tak na mnie działał.
                      ~·~
- Zanim wszyscy się rozejdziecie, chcę coś ogłosić - Harry wstał i zaczął mówić - kochani, nie jesteśmy przyjaciółmi, jesteśmy rodziną, najważniejszą przy najmniej dla mnie, ale do czego zmierzam chcę wam powiedzieć, że mój były przyjaciel, a raczej wróg wyszedł z więzienia, zebrał swoich ludzi i planuję atak na mnie i moją rodzinę, dowiedział się również o Rose, planuję mi ją odebrać, Rose, jest moja, a co moje to jest moje i nie pozwolę, żeby ten dupek jej dotknął, a ni każdego z was.
Byłam w totalnym szoku, strach przeszedł wszystkie komórki mojego ciała, bałam się bardzo, ale z drugiej strony czułam się bezpieczna miałam Harrego.


Hejka :D jak wam się podoba rozdział ? Bo mi tak średnio...
38 kom.= next

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 20

    Frank Pov
- Kurcze...- powiedziałem sam do siebie wsiadając do  samochodu - telefon.
Szybko udałem się w stronę wielkiej willi. Droga do gabinetu zajęła mi ponad minute, ten dom bym naprawdę wielki, licząc te wszystkie pokoje, salony, łazienki.... było tego po prostu dużo.
Dotarłem do gabinetu, chwyciłem za klamkę i wszedłem do środka.
Widok Zayna próbującego rozebrać Rose, zszokował mnie.
- Co ty tu Kurwa robisz ? - zapytał wkurzony Zayn.
- A ty ? Rose, podejdź do mnie - powiedziałem, na co nastolatka szybko wyrwała się z ucisku Zayna i ruszyła w moją stronę.
- Harry nie będzie zadowolony Malik - po informowałem go.
- Spierdalaj Frank ! I oddaj mi tą dziwkę! - wykrzyczał Mulat.
Słyszałem tylko cichy szloch dochodzący zza moich pleców, wole nie myśleć co by się wydarzyło gdyby nie mój telefon.
- Zayn, radzę ci uspokój się - próbowałem jakoś złagodzić sytuacje, czułem jego złość na kilometr.
Nim się zorientowałem Malik znalazł się przy nas, chciał dostać się do Rose, w każdy możliwy sposób próbowałem temu zapobiec. Zacząłem się z nim szarpać, popchnął mnie na ścianę na co lekko uderzyłem się w głowę i upadłem, zacząłem się podnosić, kiedy zobaczyłem jak Zayn chwyta ręką włosy Rose i wyprowadza z pomieszczenia. Musiałem coś wykombinować, chwyciłem za broń, którą miałem w szufladzie i ruszyłem za nimi. Od razu ujrzałem Zayna i krzyczącą Nastolatkę, momentalnie przystawiłem Zaynowi broń do głowy, na co puścił Rose, a ta pobiegła w moją stronę ponownie chowając się za mnie.
- Radzę Ci wyjdź stąd, inaczej będę musiał ci pomóc - jego twarz zbladła, kiedy poczuł jak przyciskam broń do jego głowy. Malik wycofał się schodząc na dół, prawdopodobnie wyszedł z domu. Spojrzałem na Rose, miała oczy całe w łzach. 
- Dziękuje - wydukała smutna.
Posłałem jej słaby uśmiech i zaprowadziłem do gabinetu.
Kazałem się jej położyć na łóżku w gabinecie, następnie podałem środki na uspokojenie. W pomieszczeniu było słychać tylko głośny płacz dziewczyny. Było mi jej bardzo szkoda.
                               ~·~
Musiałem poinformować Harrego, na szczęście środki na uspokojenie zadziałały i Rose zasnęła.
Wybrałem numer Harrego i czekałem aż odbierze.
- Słucham - usłyszałem głos po drugiej stronie.
- Harry, jest problem.
- Co się dzieje Frank ? 
- Chodzi o Rose, Zayn próbował ją zgwałcić - powiedziałem.
- Będę za godzinę - usłyszałem zdenerwowany głos Harrego.

 Rose Pov
Otworzyłam lekko swoje powieki, przypomniałam sobie co się stało za nim zasnęłam, momentalnie się podniosłam i zaczęłam szukać wzrokiem, czy nie ma nigdzie w pobliżu Zayna. Odetchnęłam z ulgą, zdając sobie sprawę że jestem bezpieczna. Boje się pomyśleć nawet gdyby nie Frank.
Usłyszałam głośne rozmowy za drzwiami, to był głos Harrego ucieszyłam się, że tu jest. Drzwi zostały mocno pchnięte, a do gabinetu wleciał wściekły Harry. Podbiegłam do niego i go przytuliłam, loczek złapał mnie za rękę i prowadził przez korytarz w stronę białych ogromnych drzwi. Otworzył je, a moim oczom ukazał się Zayn, miał obitą twarz. Harry posadził mnie na krześle przy biurku. 
- Rose, Zayn chciał Ci coś powiedzieć - Harry powiedział, a następnie kopnął go w żebra, na co lekko się wzdrygnęłam.
- Harry, przestań proszę... - prosiła go żeby tego nie robił, mimo tego że tak bardzo nienawidziłam Zayna, ale nie chciałam patrzeć jak cierpi.
- Rose, prosiłem abyś się odzywała ? Nie !, a więc słucham Zayn - po raz drugi uderzył go, tym razem w brzuch ale z jeszcze większą siłą, na co wydałam z siebie cichy krzyk.
- No dalej ! Kurwa ! - Zayn dostawał co raz mocniej, ledwo trzymał się na nogach.
- przeeepraaaaszam - usłyszałam jak resztkami sił mnie przeprosił.
Na co Harry go mocno poklepał po plecach.
- Noo i pięknie - dodał Harry.
Siedziałam tam cała w szoku, cichy szloch wydobył się z moich ust.
Widok w pół żywego człowieka mnie rozwalał. Ten dzień to jakiś koszmar.


Hej hej przychodzę do was z rozdziałem numer 20 !!! :D 
Przepraszam że dopiero teraz, ale tak jakoś wyszło.
Proszę was komentujcie ♥
                  35 kom. - next

niedziela, 29 marca 2015

Rozdział 19

Rose Pov
Ze snu wyrwał mnie czyjś oddech na mojej twarzy. Otworzył lekko zaspane powieki. Myślałam, że w jednej chwili serce mi wyskoczy. Harry dosłownie wisiał nade mną.
- Co ty tu robisz ? - zapytałam wystraszona.
- Mieszkam tu- od powiedział Harry - Wstawaj Rose, Frank musi zrobić badanie kontrolne - rzucił w moją stronę sukienkę w kwiaty. - weź prysznic i ubierz się - powiedział i wyszedł z "mojej" sypialni do łazienki.
- Nalałem ci wody do wanny, jak się ogarniesz to zejdź na dół, masz tam śniadanie. Ja muszę już jechać, nie będzie mnie prawie cały dzień. Zostajesz w domu z Niallem i Zaynem - powiedział bardzo szybko.
- Coo ? - zapytałam zszokowana.
- To co słyszałaś, zostaniesz z Niallem i Zaynem, Albo wiesz jednak nie, zostaniesz tylko z Zayn'em.
- Harry, błagam Cię nie rób mi tego - od powiedziałam ze łzami w oczach.
Wiedziałam do czego ten człowiek jest zdolny, strasznie się go bałam. Nie wiadomo co by mu przyszło do głowy.
- Już postanowiłem, zostaniesz z nim i nawet mnie nie denerwuj - podniósł lekko głos - ruszaj się, Frank czeka na dole.
Wykonałam pospiesznie  polecenie  Harrego, umyłam się, przebrałam w sukienkę i zeszłam na dół, tak jak Harry powiedział czekał na mnie Frank.
- Cześć, Rose - uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Hej - od powiedziałam smutno.
- Zjedz śniadanie i za chwilę pójdziemy do gabinetu - uśmiechnął się.
Weszłam do jadalni na stole były rozłożone różne rzeczy.
Podeszłam do ogromnego stołu i usiadłam.
Frank cały czas stał i czekał, aż skończę.
Zaczęłam jeść zupę mleczną, w zasadzie zjadłam tylko cztery łyżki zupy. Nie miałam ochoty na jedzenie, nie byłam głodna.
Wstałam, zasunęłam krzesło i ruszyłam w stronę chłopaka.
- żartujesz Sobie ? - zapytał zdziwiony.
- Nie - od powiedziałam i wyminęłam go, po czym ruszyłam w stronę gabinetu.
Nie czekał długo, zaraz był blisko mnie i otworzył kluczem drzwi od gabinetu.
- Wejdź - powiedział Frank.
Wskazał ręką na łóżko, żebym usiadła.
Tak więc zrobiłam.
Przypatrywałam się jak wykonuje różne badania.
Wymęczył mnie różnymi badaniami ponad godzinę.
- Rose, jak się czujesz ?
- W porządku - od powiedziałam mu i spuściłam głowę. Nie było w porządku z dnia na dzień robiło się co raz gorzej, byłam co raz słabsza fizycznie i psychicznie.
- Twoje wyniki badań pokazują co innego - powiedział mężczyzna.
Nic nie od powiedziałam, tylko dałam mu do zrozumienia, że już nic mnie nie poruszy.
Wziął krzesło i usiadł na przeciwko mnie i znów zaczął mówić.
- Rose, nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji. Myślałem, że anemia ci minęła, ale powróciła z większą siłą, jeśli nie zaczniesz jeść to skończy się to dla Ciebie źle - powiedział ostrzegawczym tonem.
- Mogę już iść ? - zapytałam Franka.
- Nie, Zayn po Ciebie przyjdzie.
- Alle jak to ? A ty gdzie idziesz ? Nie wychodź jeszcze, proszę... - zapłakałam.
Nic nie od powiedział, ubrał się i wyszedł. Zostałam sama jak zwykle sama...
Nie czekałam długo za chwile w drzwiach pojawił się nie kto inny jak Zayn.
- Witaj księżniczko, zbieraj swój obleśny tyłek i chodź - wysyczał do mnie Zayn.
Nie no jak na początek to nawet łagodnie pomyślałam.
Szłam za nim korytarzem, modląc się żeby przeżyła jeszcze do jutra.
Otworzył jakieś drzwi i kiwnął głową, żebym weszła do pomieszczenia.
Kiedy wchodziła, zostałam mocno szarpnięta za rękę i momentalnie odwrócona w stronę oprawcy.
Gdyby nie jego mocny uścisk na pewno straciłam bym równowagę.
Przyciągnął mnie do Siebie i mocno złapał w pasie.
- Tęskniłaś za mną kochanie - powiedział i wpił się w moją szyję, jadąc wyżej aż spotkał się z moimi ustami, zaczął łapczywie całować moje usta. Mimo jego silnego ucisku próbowałam się wyrywać i uniknąć jego pocałunków.
- Zostaw mnie ! Błagam... - prosiłam, lecz mężczyzna nie dawał za wygraną jego ręka zjechała na mój pośladek i ścisnął go mocno, na co głośno pisnęłam. Tak bardzo nie chciałam, żeby to się wydarzyło. Błagałam w myślach Boga, żeby do tego nie doszło.
Pierwszy raz w życiu potrzebowałam Harrego, pierwszy raz w życiu tak bardzo chce żeby tu był.
Potrzebowałam go.
Tu
Teraz.

Siemka moje drogie :*
Mam wrażenie, że jest was co raz mniej :/
Kochane moje Sis :'( jak się trzymacie ??? Ja się trochę pozbierałam już.. ale nadal nie mogę uwierzyć :'(
Co do rozdziału nie jest jakiś specjalny, starałam się no ale ocene pozosawie już wam :*
Postanowiłam, że do każdego rozdziału będę dawać tytuł :D

poniedziałek, 16 marca 2015

Rozdział 18 "Rany"

Rose Pov
Podniosłam lekko, swoje ciężkie powieki. Bolało mnie dosłownie wszystko, zaczynając od głowy do stóp. Za wszelką cenę próbowałam się podnieść, zrobiłam to bardzo nieudolnie. Usiadłam na jakimś starym materacu, byłam prawdo podobnie w piwnicy. W pomieszczeniu panowała ciemność, i było strasznie zimno. Czułam się bardzo brudna, w powietrzu unosił się zapach potu, pleśni i krwi, która zapewne należała do mnie. Próbowałam przypomnieć sobie ostatnie wydarzenia, nie wiele pamiętam, tylko nie które momenty, Harrego, jego ojca, kolacje. Teraz już wiem dlaczego tu się znalazła znów mnie pobił.
Ponownie się położyłam.
Zamknęłam oczy.
Ale nie zasnęłam

                                ~·~
Nie wiem, jak długo jeszcze byłam w tej piwnicy, leżałam skulona, przyciskając do siebie kolana. Po policzku spłynęła łza, samotna jak ja.
Po kilku minutach usłyszałam, jak zamek w drzwiach się przekręcał. Serce biło mi niemiłosiernie.
Do pomieszczenia wszedł nie kto inny jak sam Harry. Bałam się go, i to bardzo.
Rzucił w moją stronę jakąś wielką bluzkę. Chwyciłam ją i spojrzałam
nie pewnie na Harrego.
- Przebierz się ! - to nie była prośba to był rozkaz. Sama nie wiem na co liczyłam na jakieś marne przepraszam ?
Wykonałam jego rozkaz. Nie odbyło się bez pożerającego zwroku Harrego.
Przez ten cały czas milczeliśmy.
Żadne z nas ani słowem nie wspomniało o tym, co się wydarzyło ostatnim razem.
Przypomniał sobie jakie były relację przed tym jak mnie pobił. Nie mogłam uwierzyć, że to zrobił.
Nagle Harry wyciągnął rękę, złapał mnie za włosy i zawlókł mnie do innego pomieszczenia, które znajdowało się blisko piwnicy. W pomieszczeniu było dosyć jasno, dzięki małej żarówce, która wisiała na suficie.
W kącie dostrzegłam jakiś marny prysznic.
- Umyj się ! - wskazał na prysznic.
Chcąc uniknąć dalszego bólu, zrobiłam tak jak rozkazał. Zdjęłam szeroką bluzkę. Byłam tylko w bieliźnie. Czułam się skrępowana.
- Harry, ktoś do Ciebie - zbawienie, pomyślałam. Usłyszałam głos Louisa
O dzięki ci Boże.
- Masz szczęście, bo miałem w planie zrobić z tobą, bardzo bardzo nieskromne rzeczy. - zamruczał mi do ucha.
Przeszedł mnie ogromny dreszcz. Poczułam tylko jak jego zwinne palce zsunęły moje majtki.
- za chwilkę przyjdę, skarbie. Zrób to o co cię prosiłem, bo inaczej będzie z tobą źle - puścił mi oko i wyszedł z "łazienki"
Jak najszybciej weszłam pod prysznic, odkręciłam wodę, oczywiście była zimna i zaczęłam zmywać z siebie zaschniętą krew. Wszystko strasznie piekło. Rany były dosłownie wszędzie. Blisko prysznic znajdował jakiś ręcznik, chociaż przypominał szmatę do podłogi.
Wytarłam i ubrałam się.
Nie czekałam długo. Harry już znalazł się blisko mnie.
Przypomniałam sobie jego słowa, zanim stąd wyszedł "miałem w planie zrobić z tobą bardzo bardzo nieskromne rzeczy" przyrzekam, że w tym momencie serce mi stanęło, a ciało było jak z waty. Oparłam się plecami o ścianę i czekałam na kolejne tortury.
Harry podszedł do mnie, chwycił mnie za ramię i wyprowadził z łazienki na korytarz, który prowadził do sypialni Harrego. O nie tylko nie to, ja nie chcę.
Zły spływały po moich policzkach.
Weszliśmy do sypialni.
- Usiądź - wskazał na łóżko.
Odwrócił się tyłem i zdjął marynarkę.
Pojedynczy szloch wyrwał się z moich ust, na co Harry spojrzał na mnie krzywo.
- Błagam... cię Harry nie rób tego, ja nie chcę. Zrobię wszystko, tylko nie każ mi tego robić. Błagam... - zaczęłam jeszcze głośniej płakać.
Usłyszałam tylko głośny śmiech Harrego.
- Och kochanie, ale to tylko dla twojego dobra, muszę to zrobić - podszedł do mnie i złapał za mój podbródek, po czym kontynuował mówić - jeżeli tego nie zrobię, może wdać się zakażenie - zaśmiał się.
Spojrzał na niego krzywo i zauważyłam jak idzie po apteczkę pierwszej pomocy. Ulżyło mi bardzo, a kamień spadł mi z serca.
Harry odkażał mi rany przez jakieś pół godziny. Nie dziwie się, było tego bardzo dużo.
- Przepraszam - wysyczał, przerywając cisze - ale Rose, sama sobie zasłużyłaś, dobrze wiedziałaś, że łatwo można mnie wyprowadzić z równowagi - powiedział - następnym razem pilnuj swojej nie wyparzonej mordki, a będziesz mieć mniej sińców na twarzy.
W pewnej chwili zebrało mi się na płacz, nieopanowane łzy zaczęły wypływać z moich oczu.
- Co znowu ? - zapytał.
- Nic, po prostu ba..rdzo tęsknie za rodziną...bardzo - odpowiedziałam cicho.
Usłyszałam tylko jak głośno wypuścił powietrze z ust.
- Wiesz ? Z tym nie bardzo mogę ci pomóc. Ale... - zaczął.
Kątem oka zobaczyłam jak wyciąga z kieszeni telefon.
- pamiętasz numer do mamy ?
- tak
Podał mi telefon i powiedział.
- Ufam ci Rose, i mam nadzieję, że nie zrobisz nic głupiego.
- Dziękuję - odpowiedziałam cicho.
- Masz kilka minut - powiedział i wyszedł z pokoju.
Postanowiłam dłużej nie czekać. Wybrałam numer do mamy i czekałam, aż odbierze.
Nagle usłyszałam tak bardzo mi znajomy głos po drugiej stronię.
- Słucham ?
- Mamo ? - zapytałam.
- Rose, skarbie to ty ? Czy wszystko z tobą w porządku ? Rose kotku, gdzie jesteś? Nic Ci nie jest ?
- Nie, nie mamo wszystko w porządku. Dzwonie, żeby ci powiedzieć, że bardzo cię kocham - zapłakałam do telefonu.
-Kochanie, gdzie jesteś ?
- Mamo, powiedz Lucy i Tacie, że ich bardzo, bardzo  kocham iii tęsknie za wami. Przepraszam mamo, ale muszę już kończyć.
- Rose, pro... - nie zdążyła dokończyć, bo się rozłączyłam.
-przepraszam mamo - powiedziałam sama do siebie.



Hej hej hej :* moje piękne :*
Przyznam, że się trochę namęczyłam przy tym rozdziale ale chyba było warto ? ??? :D
Kolejna sprawa, nie będę od was żądać już komentarzy :( po prostu zobaczę ile tak na prawdę ludzi czyta moje opowiadanie. Jeżeli będzie was mało to nie ma sensu ciągnąć tego dalej :'( i ja was w ogóle nie strasze czy coś tylko postawcie się na moich miejscu Staram się, Robie wszystko, żeby rozdziały były naprawdę ciekawe, a wam nawet tej głupiej kropki nie chcę się dać. Nie mówie oczywiście o was ( Dziewaczynach które komentują cały czas, dziękuje wam za to :* )
Od razu przepraszam za blędy - rozdzisł pisany telefonie :)
Czy następny rozdział będzie zależy od was papatki :*

sobota, 7 marca 2015

Rozdział 17 "groźba"

 Niall Pove
Głaskałem jej głowę i całowałem w czoło. Wyglądała strasznie, ale najgorsze jest to, że jest w śpiączce już ponad tydzień. Bałem się o nią bardzo... kocham ją i to mocno, jest dla mnie cholernie ważna. Nie mogę sobie darować tego co Harry z nią zrobił.
Mogłem temu zapobiec...
- Niall, co ty tu robisz ? Harry cię zabije jak się dowie - z zamyślenia wyrwał mnie Liam.
Pokiwałem smutno głową i wyszedłem z piwnicy.
Musiałem coś z tym zrobić, nie mogę pozwolić na to, następnym razem może ją zabić.
Postanowiłem, że z nim pogadam, dlatego wybrałem się do jego biura.
Zapukałem lekko, po czym usłyszałem oschłe proszę, jakby wiedział, że to ja.
- Horan, a już miałem cię wołać. - wysyczał w moją stronę - musimy pogadać.
- słucham - powiedziałem.
Harry wstał z fotela i podszedł do mnie wskazując na krzesło, abym usiadł.
- Co ty odpierdalasz ? - jego krzyk rozniósł się po całym pomieszczeniu.
Przyznam, że trochę się wystraszyłem.
- O to samo miałem zapytać - powiedziałem do Harrego.
Widać było, że zirytowała go moja odpowiedź.
Momentalnie złapał mnie za koszulkę i przyparł do ściany.
- Posłuchaj, radzę ci trzymaj się z dala od Rose, bo będziesz wyglądać tak jak ona- wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Nie masz serca, czy ty naprawdę tego nie widzisz, że ona cierpi, ma zaledwie 17 lat, a ty już pozbawiasz ją życia. Rose ma przed sobą jeszcze całe życie, tyle marzeń. - myślałem, że moja odpowiedź chociaż trochę da mu do myślenia.
- Wiesz ? Horan jednak miałem nadzieje, że będzie jeszcze z Ciebie prawdziwy gangster, Ale się bardzo pomyliłem. Jesteś dupkiem, nic nie wartym gównem, ty i Rose jesteście siebie warci - powiedział mi prosto w twarz - ale mam pomysł, chodź - pociągnął mnie w stronę wyjścia, następnie do samochodu.
Usiadłem na miejsce pasażera, po czym ruszyliśmy w nieznaną mi drogę.
Podróż trwała niecałe dwadzieścia minut.
Byliśmy na jakiejś opuszczonej dzielnicy. Było tam brudno i pusto. Stał tylko jeden niewielki blok.
- Chodź - powiedział do mnie Harry.
Ruszyłem za nim w stronę budynku.
Nie było tam jakoś specjalnie ładnie. Słychać było tylko śmiech prawdo podobnie należał do jakiegoś dziecka.
Staliśmy przed drewnianymi drzwiami.
Zaczynałem powoli domyślać się o co chodzi.
- wiesz co masz robić - podał mi broń - wszystkich masz zabić- uśmieszek pojawił się na jego twarzy.
- Nie zrobię tego, nie mogę - powiedziałem
Podszedł do mnie bliżej i rzekł.
- jeżeli tego nie zrobisz obiecuję ci, że jeszcze dziś zabiję Rose i Ciebie.
Nie miałem wyboru wszystkich, tylko nie Rose. Ale zabić niewinnych ludzi ?
Tak  bardzo tego nie chciałem, ale nic nie mogę na to poradzić.
Chwyciłem za broń i otworzyłem drzwi do mieszkania.
Od razu zobaczyłem dwójkę dzieci bawiących się, obok prawdo podobnie ich matka. Nie pewnie wymierzyłem pistoletem w kobietę, zamknąłem oczy nie chciałem na to patrzeć. Strzeliłem. Chciałem jak najszybciej stąd iść, dlatego dłużej nie czekając, zabiłem i te biedne dzieci.
Wyszedłem z budynku i ruszyłem do samochody w którym był Harry.
- Brawo, jednak jesteś coś wart, ale pamiętaj prędzej czy później, zabije Rose.

Hej :)
Dziękuje ze czekaliście tak długo :)
Mam nadzieje że rozdział się wam spodoba. Licze na co najmniej 40 komentarzy :D

poniedziałek, 2 marca 2015

ważna informacja !

Hej, to nie jest jeszcze rozdział ale ważna informacja, szczególnie dla tych co twierdzą, że dodaje rozdział "co miesiąc" chociaż na innych blogach rozdziały są dodawane co 2 miesiące !
To tak naprawdę bardzo was za to przepraszam ale niespodziewanie przyjechała do mnie rodzina w piątek i spali u mnie sami chyba rozumiecie, że nie wypada siedzieć na komórce, a chyba większość wie ile czasu zajmuję napisanie "dobrego" rozdział to nie są jakieś marne 2 godzinki tylko co najmniej 4 i może nawet więcej.
Druga sprawa jestem w 3 klasie gimnazjum są Testy i wgl. Sorry bardzo ale dla mnie szkoła jest ważniejsza niż ten blog np. W tym tygodniu zaliczam 3 PRACE klasowe + 2 kartkówki i jeszcze do tego dochodzi Geografia z której też mam wielkie braki. Przez 2 tygodnie byłam chora i teraz muszę to nadrabiać i oczywiście nie muszę chyba wam przypominać o tym, że Karo odeszła i sama pisze opowiadanie SAMA. I jeszcze jedno dla waszej informacji drogi anonimie ! I osób które jeszcze mają do mnie jakieś zażalenia Mam też życie prywatne :) śpiewam w zespole a teraz ciągle mam próby. Pisanie bloga nie jest łatwą rzeczą ale jeżeli będzie mnie tak ganiać, popędzać i siedzieć mi na głowie to zawieszam bloga. Nie jestem Robotem ! :) zrozumcie mnie proszę...

Stylesowa :*

sobota, 21 lutego 2015

Dziękuje ...

Hej Misiaki.
Z tej strony Karo .
Chciałabym wam baardzo podziękować ,że jesteście tak bardzo aktywne i wyrozumiałe .
Bloga pisało mi się naprawdę wspaniale i było to cudowne uczucie czytać komentarze od was .

Oznajmiam iż odchodzę . :'(
Wiem , że Natalia poradzi sobie w pisaniu świetnie , bo jest naprawdę w tym dobra.
Kiedy to pisze mam oczy pełne łez ,bo nie mogę uwierzyć,że moja znajomość z Natalią była przypadkowa .

Nati życzę weny i budujących komentarzy, a WAM , czytelnikom, aby ten ff był najlepszym jakiego czytaliście .
Kocham Was i życzę wszystkiego co najlepsze. :*

. pozdrawiam Karolina (@GoToLondon69)

wtorek, 17 lutego 2015

Rozdział 16 cz. 1 "niespodziewany telefon"

Rose Pove
Całą noc rozmyślałam nad sensem życia. Doszłam do wniosku, że nie było żadnego sensu. To wszystko co się ze mną działo przez ostatnie dwa miesiące, to był istny horror, ba ! Gorzej niż horror. To jak byłam bita, dręczona, katowana i wiele innych rzeczy, które  mogłabym wymieniać i wymieniać. Ale chyba najgorszy był wieczór wczoraj. Jestem tak bardzo zła na siebie, jak ja mogłam mu oddać dziewictwo ?! Ta myśl nie dawała mi spokoju, ona była gorsza od bólu jaki Harry mi sprawił przy tym. Nigdy tego sobie nie wybaczę. Sobie i Jemu. Jeżeli jeszcze kiedyś będę wolna, to moja psychika nadal będzie uwięziona.
Moje rozważania przerwał Harry. Byłam odwrócona do niego tyłem, dla tego nie mogłam zobaczyć co robi. Ale poczułam jak łóżko zapada się pod jego ciężarem. Nagle wstał i ruszył w stronę łazienki. Przez większość czasu miała oczy zamknięte, udawałam że spałam. Sama nie wiem dlaczego tak robiłam, może dla tego, że się go bałam. Po chwili usłyszałam jak drzwi od łazienki się otwierają, a Harry był już w pokoju. Lekko otworzyłam jedno oko, żeby zobaczyć co robi. Ubierał swoje spodnie i resztę ubrań, które wczoraj zdjął z siebie, po czym wyszedł z pokoju.
Byłam sama, znowu.
Leżałam jeszcze około godziny. Całą noc leżałam w jednym miejscu. Nie przewracałam się z boku na bok, bo ból mi na to nie pozwolił. Nie mogłam się poruszyć.
Chciało mi się bardzo siku, więc postanowiłam usiąść. Czego bardzo żałowałam. W tym momencie poczułam silne kucie w brzuchu. A moja kobiecość piekła niemiłosiernie. Próbowałam jakoś wstać z łóżka i pójść do łazienki. Ból był tak silny, że upadłam na podłogę. Postanowiłam  z niej nie wstawać. Doczołgałam się do toalety. W pewnej chwili zrobiło mi się nie dobrze i zwymiotowałam prosto do kibla. Spróbowałam jakoś usiąść na kibel, po wielkim trudzie jaki w to włożyłam udało mi się. Załatwiłam swoja potrzebę i z powrotem usiadłam na podłodze. Obok mnie był a kabina prysznicowa postanowiłam, że skorzystam z okazji i wezmę prysznic. Odkręciłam kran i usiadłam pod cieknącą wodą. Ból brzucha jeszcze bardziej się powiększył, co sprawiło że łzy zaczęły mi wypływać z oczu. Nagle w kabinie zobaczyłam pełno krwi. Z ledwością zakręciłam kran. Nie wiedziałam co się dzieje. To nie był okres, ponieważ tej krwi było pełno. Momentalnie złapałam za brzuch, znów te silne kłucie, tyle że jeszcze z większą siłą. Teraz już wiedziałam, że coś jest nie tak. Zaczęłam panikować. Nie wiedziałam co robić, czy krzyczeć ? 
W pewnej chwili moją uwagę przykuł brzuch, były na nim ogromne sińce, różnego koloru fioletowe, zielone, żółte i czerwone byłam pewna, że jeszcze wczoraj ich nie było.
Nagle usłyszałam głos Harrego.
-Rose ? Gdzie jesteś.
Harry zapukał do łazienki i wszedł. Momentalnie jego mina zbladła gdy mnie zobaczył. 
- Rose, co się dzieje ? 
- Nieee wiem... boli mnie brzzzuch - powiedziałam z ledwością.
- Dlaczego tu jest tyle krwi ? - zapytał zakłopotany.
- Nie wiem - szloch zmienił się w płacz.
Podszedł do mnie i wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju, i delikatnie ułożył na łóżku.
- Poczekaj, zawołam Franka - powiedział i wyszedł z pokoju.

Harry Pove
Musiałem jak najszybciej zawołać Franka, dobrze że mieszkaliśmy razem. Za proponowałem mu, żeby zamieszkał z nami, ponieważ zawsze jest na miejscu. Ostatnio bardzo jest nam potrzebny, ale chyba bardziej Rose.
- Frank, Rose krwawi - powiedziałem.
- Znów ? Dlaczego ?
- Nie wiem, ale wydaje mi się, że to po wczorajszym. - od powiedziałem lekko zamieszany.
- To znaczy ? Znowu ją pobiłeś ? Harr...
Nie dałem mu dokończyć.
- Nieee, przespałem się z nią, a ona była dziewicą. - wypuściłem powietrze i kontynuowałem - wydaje mi się, że dlatego.
Po krótkiej rozmowie ruszyliśmy do sypialni, w której była Rose.
Wyglądała źle, blada i wory pod oczami. Była w dobrych rękach, Frank to świetny lekarz i GINEKOLOG.
Od razu podszedł do niej, odchylił kołdrę ukazując jej brzuch. Wyglądało to bardzo nie dobrze.
- Harry, chcę ją zbadać, wyjdziesz ? Tylko 3 minuty - zrobił błagalną minę.
Wyszedłem, chociaż bardzo nie chciałem.
W kieszeni poczułem wibracje, odebrałem telefon.
- Witaj Haroldzie - usłyszałem oschły głos po drugiej stronie.
Był to mój ojciec.
- Czego chcesz ? - od powiedziałem z nienawiścią.
Nie szanowałem go, był gorszym dupkiem ode mnie. Szef wszystkich szefów. Jest najbardziej niebezpieczny w całej europie. Narkotyki, handel żywym towarem, zabójstwa, PORWANIA i wiele innych rzeczy. Jak to się mówi nie daleko pada jabłko od jabłoni. Ale tak naprawdę to musiałem wykonywać wszystkiego jego rozkazy, bo gdybym mu się sprzeciwił byłoby nie fajnie. Byłby w stanie nawet mnie zabić.
- Dawno się nie widzieliśmy, muszę cię odwiedzić.
- Obejdzie się bez, jakoś nie mam ochoty na Ciebie patrzeć - wysyczałem.
Usłyszałem śmiech, po drugiej stronie.
- Słyszałem, że znalazłeś sobie dziewczynę, a może bardziej porwałeś. Mam ochotę ją poznać, zawsze miałeś dobry gust co do kobiet, tak jak ja. Przyjadę jeszcze dziś, wieczorem.
Nie zdążyłem nawet od powiedzieć, bo gadzina się rozłączyła.
Nagle z pokoju wyszedł Frank.
- i co z nią ? - zapytałem.
- Powinno być już dobrze, dałem jej znieczulenie na 24 godziny, przestała już krwawić ale nie wiem co z jej brzuchem. - od powiedział smutno.
- No ok ale skąd te krwawienie ?
- Harry, chyba nie muszę ci tłumaczyć, dlaczego dziewczyna krwawi po swoim pierwszym razie.
- Frank, tyle dziewczyn straciło ze mną dziewictwo, ale jeszcze żadna tak nie krwawiła i te sińce na brzuchu, to już raczej nie normalne, prawda ?
- No tak, ale musisz wiedzieć, że Rose nie jest jak każda dziewczyna z którą spałeś, ona jest bardzo delikatna.
Poklepał mnie po ramieniu i ruszył w stronę swojej sypialni.
Wszedłem do pomieszczenia w, której była Rose.
Usiadłem na łóżku przy Rose, miała oczy zamknięte, ale za chwile je otworzyła. Uśmiechnąłem się do niej, odwzajemniła uśmiech.
- przepraszam- złożyłem delikatny pocałunek na jej czole.
- To nie twoja wina - powiedziała cicho, a łza spłynęła jej po policzku, po czym szybko ją wytarłem.
- Boli cię ? - zapytałem.
- Już nie - lekki uśmiech pojawił się na jej twarzy.
- Możesz wstać ?
Pokiwała lekko głową i usiadła na łóżku, sam wstałem i podałem jej rękę. Była w samej bieliźnie, dlatego podałem jej moją koszule w kratki. Założyła ją. Złapałem ją za rękę i ruszyłem w stronę drzwi.

Rose's Pove
Wyszliśmy z pokoju, Harry cały czas trzymał moją rękę. Mieliśmy długi koryt aż i zeszliśmy ze schodów. Moim oczom ukazał się ogromny, piękny i jasny salon.

Moją uwagę jednak przyciągał Louis siedzący na kanapie, ale nie był sam. Siedziała z nim jakaś dziewczyna, była śliczna, miała brązowe, długie włosy. Śmiali się, całowali i przytulali.
Harry złapał mnie za biodro i pociągnął mnie w stronę kuchni. Kuchnia był mniejsza od salonu, ale tak samo piękna.

-Usiądź - wskazał na krzesło w kuchni, przy stole.
- Na co masz ochotę? Tylko nie mów, że nie jesteś głodna. - powiedział Harry.
- Bez różnicy.
- To może zupa mleczna ? - uśmiechnął się.
Nagle do kuchni weszła kobieta po trzydzieste.
- Dzień Dobry Panie Styles, co Pan sobie życzy na dzisiejszą kolacje ? - zapytała blondynka, zwracając się do Harrego.
- Nic specjalnego, to co zawsze - od powiedział.
Kobieta pokiwała głową i wyszła.
Skrzywionym wzrokiem spojrzałam na Harrego. Podał mi miskę z mlekiem i jakieś chrupki, po czym usiadł na przeciwko mnie.
- Dziś wieczorem przychodzi do mnie ojciec, koniecznie chce cie poznać.
- aale jak to mnie ? - zapytałam zdziwiona.
- nie patrz tak na mnie, sam nie wiem dlaczego.
Harry opowiedział mi kim jest jego ojciec. Powiem szczerze, że bałam się tego spotkania.
Po zjedzeniu śniadania udaliśmy się do salonu, gdzie znajdował się Louis i prawdo podobnie jego dziewczyna. Harry pociągnął mnie za rękę w ich stronę.
- Hej Harry - powiedziała szatynka.
- Hej Eleanor - od powiedział Harry.
- Co tam ? - zapytała Eleanor.
- Chce ci kogoś przedstawić, to jest Rose - wskazał na mnie Harry - Rose to jest Eleanor wskazał na dziewczynę, która siedziała na kanapie blisko Louisa.
Podałyśmy sobie dłoń z uśmiechem.
- Eleanor, to dziewczyna Louisa - powiedział Harry.
Pogadaliśmy jeszcze trochę, po czym Harry zaprowadził mnie do swojej sypialni. Już chcieliśmy wejść do pomieszczenia, kiedy Harry zaczął mówić.
- Rose, mam dla Ciebie niespodziankę, chodź - zakrył mi ręką oczy, i wprowadził do sypialni.
Moim oczom ukazała się piękna sukienka.

I cudowne szpilki.


Byłam w lekkim szoku, nie spodziewałam się, że może być aż tak miły. Z każdą chwilą zaskakiwał mnie co raz bardziej, tylko na jak długo ?


Hej hej :*
Od razu przepraszam, że tak długo czekaliście. Ten rozdział powinna pisać Karo ale ja go napisałam ponieważ, miała jakiś problemy z telefonem.
Chce podziękować tym, którzy w MILCZENIU czekali cierpliwie na rozdział kocham was mocno :*.
Rozdział składa się z dwóch części :D
Następna część powinna być jutro albo po jutrze.
BARDZO BARDZO DZIĘKUJE ZA KOMY.
Ale next będzie jeżeli pod tym, będzie co najmniej 20 komentarzy :D
Licze na was :* 

sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 15 "ten pierwszy raz"

ROZDZIAŁ ZAWIERA SCENY EROTYCZNE PRZEZNACZONE DLA OSÓB PEŁNOLETNICH CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ :D :P
    Rose Pov
- Rose, wstawaj - Obudził mnie głos Harrego, zorientowałam się, że moja głowa leżała na jego ramieniu. Nie był zadowolony z tego, tak odczytałam po wyrazie jego twarzy.
Minęło trochę czasu za nim wyszliśmy z samolotu. Harry cały czas trzymał moją rękę, żebym nie mogła uciec. Na lotnisku było dużo policji i ochrony. Szybko znaleźliśmy się na dworze. Stał tam siwy samochód, który zawiózł  nas do jakiejś wielkiej willi. Była śliczna, ogromna. Pierwszy raz widziałam tak piękną wille ba pałac.
- Zabierzcie ją do domu, ja jeszcze muszę załatwić kilka spraw. - zwrócił się do chłopaków Harry.
Gdy tam weszliśmy serce mi stanęło. To był wielgachny hol, bardzo elegancko urządzony. Wszystko było takie piękne i ze szkła.
- Chodź - pociągnął mnie Zayn w stronę ogromnych schodów.
Zaprowadził do jakiegoś pokoju.
- Masz tu siedzieć ! - wskazał na łóżko - Rozumiesz ?! - krzyknął w moją stronę, tak głośno że aż podskoczyłam.
- głucha nie jestem, nie musisz do mnie krzyczeć !
- Ciesz się, że jeszcze żyjesz bo w każdej chwili może się to zmienić - odpowiedział zły Zayn.
- Moje życie nie zależy od Ciebie, i tak nic mi nie zrobisz, nie masz prawa ! -sama nie wiem skąd tyle odwagi nabrałam, po części byłam dumna że mu to "wygarnęłam"
Już miał wyjść kiedy momentalnie się odwrócił i szybkim krokiem ruszył w moją stronę. Mocno ścisnął mnie za podbródek i uderzył z całej siły w twarz, tak że aż położyłam się na łóżku. Poczułam metaliczny posmak krwi na wargach, a z nosa zaczęła się sączyć krew. Złapał za moje włosy i odwrócił w swoją stronę.
- Nie prowokuj mnie, abym zrobił z ciebie Kobietę. - wysyczał przez zaciśnięte zęby, po czym tak po prostu wyszedł z pokoju.
Siła z jaką mnie uderzył była tak mocna, że zrobiło mi się słabo, dlatego położyłam się na łóżku, żeby uniknąć zderzenia z podłogą. Czułam tylko jak pulsują mi wargi, a krew z nosa nie przestaje lecieć.

     Zayn Pov
Byłem zły. Mało powiedziane. Może faktycznie trochę przesadziłem, ale nie mogę sobie pozwolić, żeby tak do mnie pyskowała. Szczerze powiedziawszy mam na tą małą ochotę, od samego początku. Poczekam tylko na odpowiedni moment i ją przelecę.

   Rose Pov
Nie wiem ile tak już leżałam. Miałam wrażenie, że zalałam krwią z nosa całe łóżko. Do pokoju wszedł Harry, spojrzał na mnie i się zaśmiał. Szczerze powiem, że miałam nadzieje, że chociaż powie coś Zaynowi a on tak po prostu patrzył się na mnie i się śmiał.
- Musiało boleć - zachichotał, po czym podszedł do mnie i złapał mnie za podbródek.
- Długo już ci tak leci ? - zapytał
- raczej tak - odpowiedziałam smutno, prawie że płacząc.
Usłyszałam tylko jak głośno wypuszcza powietrze.
- Musiałaś sobie czymś zasłużyć, następnym razem trzymaj zęby na kłódkę , bo sama widzisz jak na tym wychodzisz. - podał mi gazik, żebym sobie przytkała do nosa.
Siedziałam na tym łóżku i słuchałam co ma do powiedzenia, a ze mną było co raz gorzej. Było mi tak bardzo słabo, kręciło mi się w głowie, a do tego jeszcze nie mogłam złapać oddechu. Widziałam tylko jakieś czarne plamki, które jeszcze bardziej się powiększały, po czym nastała tylko ciemność.

   Harry Pov
Nie zdążyłem złapać Rose. Widziałem tylko jak jej ciało opada na podłogę.
- Kurwa ! - powiedziałem głośno, sam do siebie.
Szybko złapałem za telefon, i wybrałem numer przyjaciela, który jest lekarzem.
- Frank ? Mam problem, musisz przyjechać - powiedziałem do telefonu.
- Co jest stary ? Coś poważnego ? - zapytał Frank.
- Po prostu przyjedź - rozłączyłem się.
Chwyciłem za ciało Rose i położyłem na łóżku. Była cała blada. Miała pełno krwi na twarzy. Ale może w końcu się nauczy.
Przez kolejne trzydzieści minut, przesiedziałem w salonie czekając na Franka.
- Co jest ? -usłyszałem znajomy głos.
- Chodź - zaprowadziłem go do Rose.
- Kto to ? I co jej się stało ?  - zapytał zdziwiony Frank.
- Nie ważne, rób swoje.
"Leczenie" zajęło mu prawie godzinę.
- Coś wiadomo ? -zapytałem Franka.
- No to tak, przeszła wstrząs mózgu, musiała nieźle zarobić, mniejsza z tym. Jest w śpiączce, od razu mówię, że nie wiem ile jeszcze będzie to trwało, sama zapadła w śpiączkę, a to nie dobrze. Jest bardzo osłabiona, stary nie wiem jak długo to jeszcze pociągnie, organizm nie radzi sobie z tym wszystkim, musisz przestać ją bić bynajmniej na ten czas. Oprócz tego ona ma anemie. Straciła bardzo dużo krwi w ostatnim czasie, co doprowadziło do braku białych krwinek we krwi, co oznacza ANEMIA.- wytłumaczył mi Frank.- ja spadam, jutro przyjdę. Jak coś to dzwoń. - pożegnał się wyszedł.
     -3 dni później-
Nie wiedziałem, że to tak długo będzie trwało. Była w śpiączce już jakieś 3 dni. Martwiłem się. Ale też z drugiej strony miałem ważniejsze rzeczy na głowię.  Niż Rose, była naszym więźniem tak na prawdę. I nawet mieliśmy prawo ją bić, a ja czasem przesadzałem z tą troską.

   Rose Pov
Próbowałam otworzyć oczy, czułam się za bardzo słaba, żeby poruszyć czymś. Wszystko tak bardzo mnie bolało. Do pokoju wszedł Niall, był smutny do czasu, kiedy zobaczył mnie. Podbiegł do mnie.
- Rose, wszystko w porządku ? - zapytał.
Pokiwałam lekko głową.
-Nie wyglądasz dobrze, zawołam Harrego. - powiedział, po czym wybiegł z pokoju.
Po chwili w pokoju był już Harry.
- Jak się czujesz ? - zapytał Harry.
- Już lepiej - odpowiedziałam smutna.
- Jest cała blada - odezwał się Niall.
- Widzę - odpowiedział oschle Harry -Musisz odpoczywać, zapewne jesteś głodna, za chwile coś ci przyniosę.- powiedział i wyszedł.
Natomiast, Niall podszedł do mnie.
- Będzie wszystko dobrze - zapewnił mnie, po czym złapał mnie za rękę.
- Dziękuje, że jesteś - uśmiechnęłam się słabo.
- Zawsze będę - pocałował mnie w czoło.
Czułam się przy nim bezpiecznie. Dawał mi siłę, był moim aniołem stróżem. Potrzebowałam go.

Następne dni mijały szybko, a ja co raz bardziej czułam się silniejsza. Sukcesem było to, że nikt mnie nie uderzył przez ostatni czas. Jestem ciekawa jak długo jeszcze wytrzymają.
- Rose, ubierz się w to - z zamyślenia wyrwał mnie głos Harrego, podał mi ubrania - Tu się przebierz - dodał.
Super po prostu świetnie. Jak zwykle zero prywatności.
 Były to zwykłe obcisłe dżinsy, jakaś koszulka biała też była obcisła i kurtka skórzana w moim stylu. Przebrałam się. Oczywiście wpatrywał się we mnie, z takim pożądaniem...że aż mi się głupio zrobiło.
- Chodź, zabiorę cię w pewne miejsce. - uśmiechnął się, i zaprowadził do samochodu.
Jechaliśmy w ciszy już jakieś, trzydzieści minut. Po chwili samochód się zatrzymał. Moim oczom ukazała się wielka hala. Harry otworzył mi drzwi od samochodu. I zaprowadził mnie do wielkiej hali.
- Gdzie jesteśmy ? - zapytałam Harrego.
- To jest strzelnica - wskazał na drzwi po prawej stronię - tu jest siłownia - pokazał na drzwi po lewej - a tam trenuje się boks, ogólnie odbywają się tam nielegalne walki. - wytłumaczył i pokazał na drzwi, które były na przeciwko nas.
- to wszytko jest twoje ? - zapytałam.
- Tak  - uśmiechnął się.
- To może strzelnica ? - zapytałam nie pewnie.
Otworzył mi drzwi, żebym weszła do środka. Była tam mała recepcja. Harry zaprowadził mnie do kolejnego pomieszczenia. Było słychać tylko strzały z pistoletu. Weszliśmy do pomieszczenia.




Harry podał mi pistolet. Bałam się, nawet nie wiem czego ale bałam się.
- Musisz strzelić w te czarne kółko, rozumiesz ? - zapytał Harry.
Pokiwałam głową. Nie pierwszy raz trzymam pistolet w rękach. Tata wiele razy zabierał mnie na strzelnice. Chciał żeby kiedyś poszła w jego ślady.
Skupiłam się na punkcie. I strzeliłam. Bam... w sam środeczek.
- Wow jak na pierwszy raz to ci nieźle poszło - pochwalił mnie Harry.
- Nie, strzelałam już kiedyś - odpowiedziałam.
- Serio ? - zapytał zdziwiony Harry.
- Tak, jak byłam mała to tata zawsze zabierał mnie ze sobą do pracy, a tam była strzelnica - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
Strzeliłam jeszcze kilka razy, po czym wyszliśmy z budynku. Harry otworzył mi drzwi do samochodu i ruszyliśmy przed siebie. Harry był jakiś inny, milszy. Dziwiłam się z jego przemiany.
- Harry, dlaczego to zrobiłeś - przerwałam krępującą cisze.
- Ale co ? - zapytał zdziwiony.
- No to, że zabrałeś mnie na strzelnice
- Rose, nie możesz cały czas siedzieć w czterech ścianach, a po drugie masz siedemnaście lat, dziewczyny w twoim wieku chodzą na zakupy, imprezują, spędzają razem czas. Chciałem zapewnić ci trochę rozrywki. - odpowiedział.
- jesteś jakiś inny - zaśmiałam się
- Rose, ale nie myśl że będzie tak zawsze, dziś jestem "miły" a jutro może być odwrotnie. - powiedział z powagą w głosie.
- mhmm - zamruczałam smutna - Zabijesz mnie ? - zapytałam.
- ym nie wiem, może, kiedyś jak mi się znudzisz- zaśmiał się.
Go to chyba kręci, mój strach.
Samochód się zatrzymał. To nie był dom Harrego. Byliśmy w  jakimś innym miejscu. Wyszliśmy z samochodu. Harry podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. Zdziwił mnie jego gest.
Zaprowadził mnie do jakiejś małej knajpy.
- Usiądź- wskazał na krzesło przy stoliku, po czym sam usiadł na przeciwko mnie. Za chwile przy nas znalazła się kelnerka. Zamówiliśmy jedzenie i zjedliśmy w ciszy. W drodze powrotnej Harry dziwnie na mnie patrzył.
Po chwili byliśmy już na miejscu. Grzecznie poszła do swojego pokoju. Postanowiłam, że wezmę prysznic.
Zdjęłam z siebie nie potrzebne ubrania i weszła pod prysznic. Łazienka była nawet ładna, wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy były w niej.
Po umyciu się, założyłam na siebie ręcznik, owinęłam go wokół siebie i wyszłam z łazienki. Przestraszyłam się kiedy moim oczom ukazał się Harry. Siedział na moim łóżku. Niepewnie ruszyłam w stronę łóżka, kiedy Harry poklepał miejsce blisko siebie, na znak żebym usiadła koło niego. Posłusznie wykonałam jego "rozkaz" i usiadłam na łóżku obok Harrego.
- Jak się czujesz ? - zaczął
- Dobrze - odpowiedziałam nie pewnie- Harry, czy ja mogę chociaż pogadać z mamą  ? - zapytałam smutna, prawie że płacząc.
Złapał mnie za podbródek, tak żebym na niego spojrzała. Cholera znów ta krępująca chwila. Dzieliło nas parę centymetrów, stykaliśmy się prawie nosami. Harry ciągle trzymał mój podbródek, jeszcze bardziej przybliżając do siebie. Lokaty delikatnie musnął moje usta. Z delikatnego pocałunku zrobił się namiętny. Harry położył mnie na łóżku, dalej całując. Nie wiedziałam jak się zachować w tej sytuacji. Nigdy nie byłam z kimś tak blisko. Harry zaczął zjeżdżać coraz to niżej. Całował moją szyje. Oddech jeszcze bardzie się przyspieszył, kiedy zaczął zsuwać ręcznik z moich piersi. Czułam się zakłopotana, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nim się zorientowałam Harry zdjął z moich piersi ręcznik. To tak szybko wszystko się działo. Z drugiej strony to było przyjemne uczucie, nie mogłam przerwać tego, to było silniejsze ode mnie. Styles zdjął z siebie koszulkę, ukazując piękny nagi tors i liczne tatuaże. Był bardzo umięśniony, wpatrywałam się w jego klatkę, nie mogłam oderwać od niej wzroku. Zaczął ściągać swoje spodnie. Wiedziałam co chcę zrobić. Nie byłam gotowa na to. Bałam się. Tylko o tym wiedziałam co na lekcji mi powiedziano, nie byłam doświadczona. Wiem tylko, że to bardzo boli i zazwyczaj krwawisz. Wyobraziła sobie jaki to ból. Momentalnie strach zawładnął każdą komórką mojego ciała i zaczęłam panikować.
- Harry, ja nie chcę, boje się, ja jeszcze tego nigdy nie robiłam.  - wyrwałam nagle z zamyślenia, kiedy już ściągał bokserki.
- Kiedyś musi być ten pierwszy raz - odpowiedział z zadowoleniem w głosie. - nie bój się, będę ostrożny - po chwili dodał.
- Ale ja nie chcę - załkałam.
- Rose, musisz się liczyć z faktem, że nie każdy będzie spełniał twoje rozkazy. - powiedział i złożył pocałunek na moich wargach  - poboli i przestanie - dodał.
Zdjął ręcznik ze mnie. Nachylił się nade mną. Powoli zaczął we mnie wchodzić. Ból jaki był przy tym, był jakiś inny, Jakby coś mnie rozrywało od środka. Najgorszy był moment, kiedy poczułam go w sobie prawie że całego. Łzy napłynęły mi do oczu. Harry jedną ręką mocno złapał  za moje biodro, a drugą chwycił moją dłoń, przygniatając do łóżka za głową.
- wszystko w porządku ? - zapytał Harry.
Kiwnęłam lekko głową. Nie prawda nie było w porządku.
Harry zaczął poruszać się we mnie. Najmniejszy ruch sprawiał, że bolało mnie jeszcze bardziej. Przygniótł mnie swoim ciałem do łóżka, łapiąc jeszcze mocniej za biodro. Głośny jęk wydostał się z moich rozchylonych ust, kiedy wbił się we mnie szczególnie mocno. W tym momencie zorientowałam się, że właśnie straciła dziewictwo, człowiekowi który sobie nie zasłużył na to, oddałam mu je, tak bardzo cenne dziewictwo. Łzy bezgranicznie spływały po moich policzkach. Ból jaki mi cały czas towarzyszył, nie dało się opisać słowami.
- Jeszcze chwilka Rose, wytrzymaj - całował mnie po twarzy i na szyi.
Załkałam głośno, kiedy ból się jeszcze bardziej powiększył. Już teraz płakałam. Bolało...
Zaczęłam się wycofywać z tej pozycji, ale nie mogłam się nawet poruszyć, wszystko tak bardzo bolało, a Harry nie przestawał wchodzić we mnie i wychodzić.
- przestań, to boli - podniosłam lekko głoś, żeby w końcu zrozumiał, że zadaje mi tym ból.
Przestał się poruszać, ale nie wyszedł ze mnie, po chwili poczułam w środku gorące, jakby coś się rozlało we mnie.
- Przepraszam - powiedział i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
Bawił się i głaskał moje włosy, co chwile całując mnie gdzie się da.
- nie płacz, już wszystko jest dobrze - zapewnił mnie, głaszcząc.
Oprócz brutalności był też opiekuńczy i  miły. Takiego Harrego lubiłam.
Minęło trochę czasu zanim doszło do mnie co przed chwilą się wydarzyło. Nie jestem już dziewicą. Moja kobiecość ciągle dawała o sobie znać.
- Boli cię jeszcze ? - zapytał Harry, dało się wykryć troskę w jego głosie.
- Tak - odpowiedziałam smutna.
Skrzywiłam się mocno, kiedy wysunął się ze mnie i położył się obok mnie.
- Rose, masz dni płodne ? - zapytał nagle.
- raczej nie - odpowiedziałam cicho zamieszana.
- Mam sobie iść ? - zapytał.
- Ja chcesz to możesz zostać - próbowałam się uśmiechnąć, ale kiepsko mi to wyszło. - spróbuj zasnąć - ponownie się odezwał.
Raczej nici ze spania, ból mi na to nie pozwoli....


 Witam was kochane ! :*
Rozdział jest wyjątkowo długi ale wydaje mi się bez sensu ale ocenę pozostawie dla was.
Mam nadzieje że rozdział się podobał i licze na komy :* :*

   STYLESOWA :*