1
- Dobra młody - powiedział do mnie Louis - zostało Ci ostatnie zadanie, mianowicie - Lou wyciągnął w moją stronę broń, od razu wiedziałem co jest na rzeczy. Każdy z nich cieszy się tylko z jednego, jak kogoś zabija. Nie potrafię się jeszcze przyzwyczaić ponieważ nigdy wcześniej nie prowadziłem takiego trybu życia. To też, nie jest tak, ze jestem tu na siłę. Chciałem tego, chciałem tak żyć. Tym bardziej, że uświadomiono mnie, że jestem w tym dobrym, więc wiem, że chłopaki nie przyjęli mnie z litości. Też wiem, że muszę się sporo nauczyć. Jednak to nie jest mój najlepszy dzień. Po wczorajszym źle się czuję z faktem, że nie zrobiłem z nimi tego, co chłopaki by na pewno mi kazali - oczywiście gdyby się dowiedzieli. Dziewczyny żyją tylko dzięki temu, że ja milczę. Nie mam zamiaru je wydać, tam było jeszcze dziecko. Szef nie wie i sprawa zamknięta.
- Koleś wisi nam kasę od dwóch miesięcy - odezwał się Louis, przy czym kiwnął głowa w stronę wielkiego bloku - musisz wiedzieć jak bardzo nie lubimy, gdy ktoś jest nam coś winien, takich bardzo szybko sprzątamy - dodał po chwili - a, to Twoja pierwsza lekcja.
Wydaję mi się, chociaż w sumie bardziej jestem pewien, że pierwszą lekcję miałem wczoraj, mimo, że tylko miałam pilnować sytuacji przed budynkiem. Byłem lekko przerażony. Widziałem, że kiedyś nastąpi ten moment, ale nie sądziłem, że aż tak szybko. Ledwo co nauczyłem trzymać się poprawianie broń, a teraz mam za zadanie zabić człowieka. Naprawdę zaczynam się zastanawiać, po co szef zgodził się, aby działał bezpośrednio z nim. Czy mam robić tu za plecy? jak ktoś ginie to, mam być to ja?
- jak mam się zachować, jak będą jacyś świadkowie? - zapytałem mając jeszcze nadzieję, że uda mi się uniknąć zabójstwa. Nie chciałem drugi raz popełnić tego samego błędu.
Przez chwilę w samochodzie panowała cisza, chłopaki byli chyba trochę zmieszani moim pytaniem. Widać było lekkie rozbawienie, ale ze strony Louisa bardziej poirytowanie. Był zastępcą szefa, Jego prawą ręką. Odpowiadał przed nim za te wszystkie akcje.
- posłuchaj - poczułem silne uderzenie na karku spowodowane przez dłoń Lou - od teraz jesteś złym człowiekiem i robisz złe rzeczy złym ludziom, ale - podkreślił - pozbywasz się też świadków, nie zostawiasz nikogo, nawet psa.
Złapałem za broń i ruszyłem w stronę budynku.
- poczekaj - usłyszałem głos za sobą - Zayn z Tobą pójdzie, dla towarzystwa.
Przeszliśmy próg budynku. Nie wiedziałem czy jestem pewien tego co robię, idę właśnie zabić człowieka, pierwszy raz w życiu. Mówili, że za którymś razem będzie łatwiej. Nikogo nie będę obwiniać. Sam tego chciałem. Nie żałuję, że się tu znalazłem, mimo że jest mi teraz ciężko i na ten moment nie chce tego robić. Zaczęliśmy rozglądać się po korytarzu, w myślach powtarzałem numer domu gościa, którego za chwile miałem sprzątnąć. Po chwili moim oczom ukazał się numer 3, stałem dosłownie przed drzwiami do jego domu. Nie czekając dłużej zapukałem do drzwi jak gdyby nigdy nic. Drzwi się pomału otwierały już miałem wyciągnąć bron i mieć już to z głowy, jednak to co zobaczyłam dosłownie zmiotło mnie z planety. Dlaczego kurwa, dlaczego zawsze coś.
- jest tata? - zapytałem drążącym głosem.
- a kim panowie są - zapytała dziewczynka. Była w podobnym wieku, co dziecko z wczoraj, minimalnie starsze.
- z biura podróży - odezwał się nagle Zayn. Przez chwilę zapomniałem, że On również tu jest, to totalnie nie ułatwia sprawy - mamy dla Twojego ojca darmowy bilet - dodał, śmiejąc się.
Nie wiedziałem co robić, tu jest dziecko miałem zabić tego faceta na oczach tego dziecka, a później zabić dziecko? czy może na odwrót? Najpierw dziecko, później ojciec?
- tato - dziewczynka nagle zawołała. Przez chwilę zapomniałem jak się oddycha. Sam zaraz stąd spierdole. Powoli zacząłem się wycofywać, kiedy w drzwiach pojawiła się postać dobrze zbudowanego mężczyzny.
- nawet o tym nie myśl - poczułem dłoń Zayna blokującego mi ucieczkę - ogarnij się i pokaż, że nie jesteś cipa.
Zacząłem panikować i sam nie widziałem co mam już robić, jednak myśl że do końca życia mogę być pośmiewiskiem dała mi siłę. Nie czekając długo wyciągnąłem broń i strzeliłem prosto w jego głowę. Dziecko zniknęło, nie było nikogo w pomieszczeniu. Poczułem olbrzymią ulgę, dobrze wiem, co mogłoby się zaraz wydarzyć. Wybiegłem z bloku najszybciej jak potrafiłem, nie czekając już nawet na mojego towarzysza. Chciałem bardzo szybko o tym zapomnieć. Być z dala od tego bagna. Dziecko zniknęło. Znalazłem się szybko przy samochodzie, próbowałem wyrównać swój oddech.
- młody tak się zesrał, że przez chwilę nie wiedział co ma robić - nagle przy nas pojawił się Zayn, którego najwyraźniej cała ta sytuacja bawiła. - ale nie dokończył niestety, ja musiałem zamknąć sprawę.
Nie, tylko nie to. Ten psychopata mógł sobie darować, przecież tego dziecka później nie było.
- Tak Cię to bawi? - krzyknąłem w Jego stronę, po czym przybliżyłem się do niego, a on uczynił to samo. Prawie że stykaliśmy się nosami.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - już chciałem wyciągnąć rękę w jego stronę i złamać Jego podłużny nos, kiedy czyjaś ręka mi to uniemożliwiła.
- Ogarnij się Horan i zapamiętaj sobie, szacunek do braci do podstawa - odezwał się Louis - nie zachowuj się jak nastolatka podczas okresu, od teraz należysz do rodziny i zasady wszystkich obowiązują. Tu kurwa, każdy siebie szanuję.
Mam wrażenie, jakbym uciekła przed śmiercią. Z jednej strony czuję niesamowita ulgę, ale z drugiej przeraża mnie sam fakt, tego co się wydarzyło. Wczoraj zostało zamordowane małżeństwo w swoim domu. W domu, które jest na przeciwko mnie, a ja widziałam morderców. Byłam przerażona tym co tu się wyrabia, dzisiaj bałam się nawet wyjść do sklepu. Nie mam pojęcia co później nastąpi. Strach nami zawładnął totalnie, spowodował, że siedziałyśmy przerażone w domu. Nikt z nas nawet nie zamknął oczy na chwilę. Oczywiście wszystko zostało zgłoszone na policję. Jak tylko rodzicielka wróciła z pracy, wykonała telefon na najbliższy posterunek. Policja spisała nasze zeznania, podziękowała za zgłoszenie i prawdopodobnie nic i tak z tym nie zrobią. Teraz przez najbliższe noce zamiast wysypiać się do pracy, czuwam nad łóżkiem Lucy. Chociaż tam, dzisiaj podając klientom kawę nie myślałam o wydarzeniach z wczoraj.
To wszystko wina matki, ona nas tu ściągnęła. Dobrze wiedziałam jak bardzo cierpimy, a szczególnie moja siostra. Nie akceptuje decyzji matki i nigdy jej tego nie wybaczę. Zostawiła mnie samą z siedmioletnim dzieckiem pod opieką, oprócz tego na utrzymaniu dom, samą siebie i pracę. Moja siostra od zawsze była posłusznym dzieckiem i nigdy nie sprawiała trudności w wychowaniu. Dlatego też tym razem posłusznie poszła do swojego pokoju spać, a ja miałam chwilę dla siebie. Rzadko kiedy mogę zrobić coś dla siebie, nie pamiętam kiedy ostatni raz siedziałam bezczynnie. W końcu mogłam odpocząć rozkładają się przed telewizorem.
- chyba rozumiesz, że pozostawienie tej sprawy, będzie dla nas dosyć uciążliwe - słuchałem jak przez telefon nawija komendant Londyńskiej policji - to dosyć delikatna sprawa Panie Styles, ale mimo to nalegam o dokończenie akcji.
- od kiedy, to policja mówi mi co mam robić - zaśmiałem się do słuchawki - ale nawet Was trochę lubię i jestem dosyć wyrozumiały, dlatego moi ludzie jeszcze dzisiaj tam wrócą - rozłączyłem się.
Niby mała pierdoła, ale strasznie nie lubię jak moi ludzie nie sprzątają po sobie, a bardzo rzadko to się zdarza. Mam pod sobą czterech głównych ludzi, którzy są profesjonalistami. Poza jedną osobą, nową osobą. Niall ma w sobie potencjał i predyspozycję do byciem jednym z nas. Wierzę w Niego, ale jeszcze długa droga przed nim.
- podejdź tu z Niallem - powiedziałem do słuchawki.
Długo nie musiałem czekać, w drzwiach pojawił się Louis i Niall. Louis to mój najlepszy przyjaciel, ale też jedyna osoba na której na prawdę mogę polegać. Nie zawodzi, jest prawie tak dobry jak ja. Stali w przejściu jak na skazanie. Szczególnie blondyn, on wie, że ja wiem.
- co tam się chłopaki wczoraj odjebało na Croydon - zapytałem spokojnie.
- wszystko zgonie z planem Harry, bez żadnych problemów - zapewnił mnie Lou. Wierzyłem mu, że nie miał pojęcia o sprawie. Gdyby wiedział, od razu po akcji przybiegłby do mnie.
- nie do końca - upiłem łyka whisky - jeszcze wczoraj po waszej akcji na komisariat policji zadzwoniła przerażona matka, jakaś Alice Stuart i wyznała, że jej dwie córki były świadkami morderstwa. Jedna z tych córek podobno nawet rozmawiał z którymś z Was, a ja wiem nawet z którym - uśmiechałem się delikatnie - córeczka podała nawet Twój dokładny rysopis Niall - spojrzałem surowo na blondyna.
- nie możliwe - zaczął się tłumaczyć Louis - to jest Styles nie możliwe, przecież w bloku mieszkali tylko oni, skąd niby dwie dziewczyny?
Jego irytacja w głosie, wcale nie łagodziła sytuacji. Chociaż, to tez nie jest tak, że jestem jakoś bardzo wkurwiony, bo nie mam zbytnio czym się przejmować. Rzadko kiedy coś jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Głównie jestem opanowany i tak było tym razem. Fakt jest taki, że zawalili trochę sprawę.
- Niall, chcesz coś powiedzieć - naciskałem, aby sam się przyznał.
- skup się - odwróciłem się w stronę blondyna - widziałeś kogoś kogoś tam jeszcze? - zapytałem. Chłopak był przerażony moim spokojem. Im łagodniej do Niego mówiłem, tym bardziej się wycofywał.
- dobrze, ja powiem jak było - spojrzał przestraszony na mnie - były dwie dziewczyny, jedna około dwadzieścia ileś lat, a druga, to dziecko siedmioletnie. Mieszkają na przeciwko bloku w którym był Louis i Liam. Oni nic nie widziały, przyrzekam. Widziały tylko mnie
- dobrze - przerwałem mu - Louis, zabierz ze sobą Zayna i dokończcie sprawę - ta akcja była co najmniej dziwna i śmieszna. Bez sensu dla mnie i nadawała się tylko do szybkiego ogarnięcia - dzieciaka nie ruszajcie.
Postanowiłem, że oszczędzę dziecko. Nie sądzę, aby w tej sytuacji pięcioletnie dziecko musiało zapłacić życiem.
Zasada jest prosta. Kto ostatni kończy zmianę, ten zamyka kawiarnie. Dzisiaj padło na mnie. Zarzuciłam kaptur na głowę i ruszyłam w stronę domu. Od kawiarni do domu miałam bardzo mały kawałek, jedynie przejść jedną ulicę. W tej sytuacji korzystanie z autobusu, czy tramwaju byłoby hipokryzją. W Londynie oczywiście pogoda bardzo niesatysfakcjonująca, dlatego kroki stawiałam bardzo duże, aby jak najszybciej znaleźć się w domu. Weszłam na podwórku, gdy moim oczom ukazał się ten sam samochód co wczoraj, czarny van, z tą różnicą, że przy nim nie było nikogo. Pierwsza i najgorsza myśl - Lucy. Szybko ruszyłam w stronę bloku. Momentalnie przed moimi oczami ukazała się postać. Ubrana na czarno i zakapturzona. Niepewnie cofnęłam się do tyłu. Całym swoim ciałem przyległam do mężczyzny za sobą. Niepewnie chciałam odskoczyć, ale Jego zimne dłonie zatrzymały się przy mnie. Przyrzekam, że czuł jak wali mi serce. Mężczyzna przede mną zdjął kaptur, moim oczom ukazała się twarz, której nigdy wcześniej nie widziałam. Wyraziste rysy, idealnie dopasowana fryzura, gdzie nie gdzie tatuaże. Nie był Brytyjczykiem, karnacja Go zdradzała. Mężczyzna był wulgarny samym wyglądem, nie można mu również odmówić, że był przystojny. W tej sytuacji to i tak bez znaczenia, gdyż za moment może wydarzyć się najgorsze.
- Rose? - zapytał z uśmiechem. Strach zawładną każdą częścią mojego ciała, miałam wrażenie, że zaraz zwymiotuję. - tak - ledwo słyszalnym głosem mruknęłam. Jakby odpowiedziała, że nie, było by i tak źle. W tej sytuacji, chyba trochę bez różnicy co odpowiedziałabym. Dobrze, wiem, że wiedzą.
- idealnie - powiedział mulat i wyciągnął broń zza paska.
*Croydon - niebezpieczna dzielnica Londynu
Świetny rozdział i zaczyna się ciekawie <3
OdpowiedzUsuńSuper ��
OdpowiedzUsuńSuper rozdział :)
OdpowiedzUsuńzapowiada się fajnie ^-^
OdpowiedzUsuńZapowiada się świetny rozdział *-*
OdpowiedzUsuńŚwietne *.*
OdpowiedzUsuńJestem bardzo ciekawa co będzie dalej ;)
OdpowiedzUsuńZapowiada się ciekawie <3
OdpowiedzUsuńSuper xD <3
OdpowiedzUsuńCudny *o*
OdpowiedzUsuńDzieki :*
UsuńNext please :D
OdpowiedzUsuńFajnie się zaczyna
OdpowiedzUsuńJuż myślałam, że na tej ławce siedzi gang Harry'ego. ;*/DariaJanicka
OdpowiedzUsuńCudo
OdpowiedzUsuńSię dzieje ;)
OdpowiedzUsuń❤
OdpowiedzUsuń