~7~

- Co teraz ze mną zrobisz? - zapytałam naciągając skąpą sukienkę, by zakryła jak najwięcej.

Spojrzał mi w oczy, po czym nachylił się do mnie jeszcze bardziej łamiąc wszystkie zasady zachowania odpowiedniej odległości.

- Teraz mogę zrobić z Tobą co tylko chcę - przeniósł swoja rękę na moje udo - to bedą takie rzeczy o jakich nigdy w życiu nie śniłaś - zaśmiał się.

Śniłaś, śniłaś, śniłaś...

Wielki huk, to jedne co słyszałam po obudzeniu. Od zawsze strach przed burzą mi towarzyszył. W dzieciństwie schronem był zawsze wielki stół w jadalni, a gdy teraz jestem dorosła po prostu chowam się w swoim łóżku włączając na słuchawkach muzykę. Tęsknię. Czułam jak samotna łza spłynęła po policzku, na myśl o rodzinie. Wiele krzywd wyrządzili mi rodzice ale wszystko bym dała, żeby być  teraz razem z nimi. Z drugiej strony byłam się, że nie zaczną mnie szukać, że nie będę im potrzebna. Przecież takie oznaki dawali mi przez całe życie, kolejna morda do wykarmienia - tak powiedział ojciec, gdy urodziła się Lucy
Zostawili mnie samą z młodszą siostrą w dzielnicy w której sami pewnie nie chcieliby mieszkać. W sumie co się dziwić, że jestem tu gdzie jestem, pewnie prędzej czy później i tak by się to stało.
Burza szalała za oknem, a ja w sumie już byłam tym obojętna. Burza w moim życiu z porównaniem do tej za oknem to pikuś. Ciągle gdy zamykam oczy widzę jego zielone tęczówki, jego seksowny uśmiech i wszystko inne idealne.
Od zawsze myślałam, że w przyszłości mogę mieć jakieś problemy psychiczne ale nigdy nie sądziłam, że zakocham się we własnym porywaczu. Najgorsze jest to, że wszystkie złe rzeczy wyrządzone względem mnie przez Harrego będą mu odpuszczane, tak to właśnie działa.

Przekręciłam się na drugi bok odwracając tyłem do okna, po chwili czując jak zmęczenie wygrywa. Odpuściłam i zasnęłam.

〰️Harry〰️

Uwielbiałem być na dworze, gdy wokół pioruny latały. To też w jakiś sposób była fajna adrenalina.
Odpaliłem papierosa, po czym zaciągnęłem się dymem.

- wiedziałem, że tu jesteś - zaśmiał się Louis.

Często w nocy gdy była burza, a ja siedziałem na dworze to Louis do mnie przychodził.

- dziwny jesteś ostatnio - przysiadł się na fotel obok.

Nie miałem pojęcia co ma na myśli. Zawsze jestem taki sam, nigdy się nie zmieniam.

- nic mi do szczęścia nie brakuje - uśmiechnęłem się do niego.

- ale szczęśliwy też nie jesteś - rzucił szybko poważnym tonem w moją stronę.

Louis, to mój najlepszy przyjaciel. Czasami widzi więcej niż ja sam, dlatego zawsze doceniam jego obecność. Nigdy mnie nie zawiódł. Sam nie wiedziałem czy miał rację, ale skoro widzi, że coś jest ze mną nie tak, to dlaczego miałbym mu nie ufać?

- a Ty jesteś? - zapytałem.

Nic nie odpowiedział. Rozsiadł się wygodniej na fotelu i udawał, że nie usłyszał tego pytania. Nie chciałem napierać na niego, jeżeli będzie chciał mi o czymś powiedzieć to, to zrobi.

- wiesz co? - zaczął - to jest już ten moment, kiedy chcę dziecko - spojrzał z powagą w głosie.

Nigdy nie śmieszyły mnie poważne tematy i teraz tak samo. Powiedział to z taką pewnością w głosie, że trochę mnie to przeraziło. Louis chce być ojcem, to brzmiało trochę jak wyrok. 

- dlaczego milczysz? - zapytał - nie nadaję się na ojca czy Elenaor na matkę? - zaśmiał się.

Byłem pewny, że Louis doskonale by się sprawdził w roli ojca, zawsze był w naszej ekipę tym "opiekuńczym". Co do Elenaor to tak naprawdę nie znam dziewczyny i nie mam pojęcia czy osiemnastka już teraz powinna być matką. Jednak nie to mnie najbardziej przerażało.

- szybko - powiedziałem poważnie - co będzie jak dziecko totalnie Cię pochłonie i nie będziesz mieć nawet czasu jechać z nami na akcję? - zapytałem.

Lou milczał przez chwilę. Tego się najbardziej obawiam, brak czasu dla ekipy. Dokładnie rozumiem, że chcę już założyć rodzinę czy coś ale nie chce tracić przyjaciela i wspólnika, zresztą najlepszego.

- dam radę - odezwał się po chwili.

Ufałem mu. To jest życie mojego przyjaciela i wierzę, że mnie nie zawiedzie.

- idę spać - poklepałem go po ramieniu i ruszyłem w stronę swojego pokoju.

Zawsze byłem typem samotnika. Mój pokój, czyli gabinet to moja komnata i tylko chłopaki mogą do niej wejść. Sypialnia to jedyne miejsce w którym mogę być sam. Nikt poza mną nie ma prawa wejść do mojej sypialni, nikt.

Pierwsze co zrobiłem po wejściu do sypialni to poszedłem wziąć prysznic, uwielbiałem się zrelaksować w ten sposób.
Po umyciu od razu ruszyłem w stronę wielkiego łóżka.
Nie chciało mi się spać ale mimo wszystko byłem bardzo zmęczony. Rozmowa z przyjacielem strasznie zrobiła mi zamęt w głowie i w zasadzie nie mogę myśleć o czymś innym. Znam Louisa całe życie i wychowywaliśmy się na tej samej dzielnicy, tylko że mnie wychowywał najgroźniejszy gangster w  Europie, a Louisa wychowywała normalna rodzina. Zależy mi na jego szczęściu ale nie daruje mu tego jak zostawi mnie i chłopaków, jesteśmy zgraną paczką i dzięki temu jesteśmy najlepsi w tym co robimy. Jeżeli tak bardzo pragnie dziecka to ja nic nie mam do gadania, ale zasada jest prosta.

〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️〰️

〰️Rose〰️

Najgorsze jest w tej pogodzie Londyńskiej, że wieczorem pada i rano się budzisz to też pada. Większość ludzi dostaję depresję przez klimat jaki panuje w mieście, jednak depresja nie grozi mi przez pogodę. Nic tak nie rujnuje psychiki jak samotność.
Zastanawia mnie fakt czy Harry byłby w stanie mnie pokochać albo chociaż polubić?

Usłyszałam zamek przekręcający się w drzwiach.

- Harry i reszta pojechali na akcję za miasto - do pomieszczenia wparował Niall - więc możesz swobodnie poruszać się po domu - powiedział i wyszedł nie zamykając drzwi.

Bardzo się stęskniłam za Niallem ale wiem, że dostał zakaz rozmawiania ze mną. Dlatego nie próbowałam na siłę komunikować się z nim i tak już miał przeze mnie duże problemy.

Skoro nie ma chłopaków i mogę wyjść z pokoju to wydaję mi się, że może być to fajny dzień. Napewno fajniejszy niż te wcześniejsze spędzone w piwincy w niewoli.
Szybko zeskoczyłam z łóżka ruszając w stronę łazienki. Zadbałam o swój wygląd i higienę jak było to tylko możliwe. Niestety nie miałam wielkiego pola do popisu gdyż dysponowałam tylko zwykłym żelem pod prysznic, szczoteczką, pastą do zębów i jakimś starym tuszem do rzęs, który należał do Elenaor. Szafa też nie świeciła wielką ilością ubrań, jedyne co posiadałam to zwykłą sukienką także od Elenaor do tego jakaś  bluzka i zwykłe dżinsy. Dzisiaj postawiłam bluzkę i zwykłe dżinsy, nie chciałam się zrobić gdyż w zasadzie nie było dla kogo.

Zeszłam nie pewnie na dół. Cały czas nie czułam się tu sobą. Ciągle gdzieś podświadomość mówiła, żebym jednak zachowywała ostrożność. Nigdy nie mogę czuć się tu pewnie, nigdy.

Nialla nie było w salonie w którym obecnie się znajdowałam więc miałam większą chwilę, żeby bardziej się rozejrzeć.
Małe drzwi które były nie daleko schodów, wcześniej nie zauważone przeze mnie.
Dlaczego miałabym nie opuścić Harrego? - dosłownie te pytanie hukło w mojej głowie. Wiem co mnie tu trzyma. Dokładnie rozumiem te głupie uczucie, chociaż dla innych jest nie do pojęcia. Nawet jak bardzo go kochan to on nigdy nie pokocha mnie, bo gdyby tak było już dawno dałby mi wolność. Nie mamy wspólnej przyszłości, jedynie w mojej głowie. Jak to wygląda? Porywacz i Porwana?
Jestem w nim zauroczona, może i coś więcej ale nie na tyle, żeby tu zostać.

Wykorzystałam moment, gdy byłam sama.
Moje ręce błądziły po różnych klamkach, żadna nawet nie drgnęła. Ostatnie białe drzwi zostawiłam na końcu.
Wcale się nie ucieszyłam, gdy drzwi się uchyliły. Już nigdy nie zobaczę Harrego, prawdopodobnie.
Zimny powiew wiatru przypominał, że ciągle stoję przed drzwiami. Zrobiłam krok i zamknęłam za sobą drzwi, tak dla niepoznaki.
Olbrzymi ogród z dużą ilością trwały, gdzie nie gdzie kilka krzaczków owoców i kilka drzew.
Wszystko było idealnie zadbane, dosłownie. Bezpieczeństwo też było jak zawsze na poziomie najwyższym. Za olbrzymim ogrodem był las. Gęste drzewa zdobiły całą posiadłość Stylesa.
Mogłam zostać w domu lub spróbował przedostać się przez ogrodzenie do lasu. Nie mogłam tak stać i nic nie robić. Tak naprawdę potrzebowałam świeżego powietrza, który koił moją tęsknotę za wolnością.
Ruszyłam biegiem w stronę lasu. Musiałam biec najszybciej jak potrafiłam, bo mam naprawdę kawał drogi do przebiegnięcia.

- Rose! - usłyszałam głos Nialla za sobą.

Komentarze

  1. Genialny :) :D :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jak zawsze niesamowity i nie mogę się doczekać następnego oraz życzę dużo dużo weny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny i wgl.. doskonały ^^ <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Był świetny <3 Czeka na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny <3 zresztą jak każdy :) mam nadzieje że za niedługo będzie next :**

    OdpowiedzUsuń
  6. Super życzę dużo weny

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej nominowałam cię do LA.! xx
    Wiecej na http://never-toogether.blogspot.com/2015/01/liebster-awards.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Nieeee.... dlaczego tak mało? dlaczego? Idealny *.* Czekam na nastepny :)
    Zapraszam: http://defend-zaynmalik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zwykle zajebisty <3 Życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteś nominowana do Liebster Awards :)
    ~http://night-changes-our-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Zostałaś nominowana do LBA na moim blogu -----> http://ff-niallhoran.blogspot.com/2015/01/lba-2.html
    Pozdrawiam i życzę duuużooo weny ;****
    Dalila❤

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajnie, że Niall się o nią martwi *.* ale i tak rozdział super

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz