Translate

niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 11 "kupiona"

 
       Harry Pov

- Musimy się rozdzielić, Zayn i Liam idziecie w prawo, Louis i Niall idziecie w lewo - Rozdzieliłem ich po czym sam ruszyłem przed siebie.
Dziś musiało się udać, najwyższy czas wykończyć tych dupków.
The Lost, tak się nazywają od zawsze z nimi rywalizujemy. Wszystko się zaczęło od tego, że kiedyś należałem do tego gangu, różnimy się tylko tym, że oni porywają dziewczyny i sprzedają je. Przywódca tego gangu Nathan, niegdyś mój przyjaciel, prowadzi burdel dla dziwek "dziewczyn które porywa". Również sprzedaje dziewczyny bogatym facetom, jako niewolnice. Sam kiedyś to robiłem, wykonywałem tylko swoje zadanie. Mniejsza o to, nadszedł czas zemsty. Wiele sobie nagrabił.
- Harold Styles, kupę lat stary - z zamyślenia wyrwał mnie głos  za pleców, momentalnie się odwróciłem. Moim oczom ukazał się Nathan trzymający broń w ręku.
- Juz myślałem, że cię nigdy nie zobaczę - zaśmiałem się sarkastycznie.
- Nie zapomniałeś się przypadkiem, jesteś na mojej ziemi, nie wiem co tu robisz ! Ale radzę Ci wypierdalaj stąd ! Bo pożałujesz tego Styles - zaśmiałem na jego groźbę i podszedłem bliżej - Przyszedłem wyrównać rachunki, najwyższy czas nie uważasz ? - wysyczałem w jego stronę.
Usłyszałem tylko głośny śmiech.
- Liczę do 5 zwijaj się stąd - powiedział i zaczął liczyć. Nagle zza jego pleców, między budynkami wyłonił się Louis i Niall.
- ...4 i 5 - zapatrzony w Louisa i Niall, zapomniałem, że ten dupek odlicza sekundy. Jedyne co udało mi się zrobić to momentalnie wyciągnąłem pistolet zza paska i strzeliłem w jego nogi, On nie był dłużny również strzelił w moje ramię. Bezwładnie opadłem na ziemię. Zaczął uciekać kiedy zobaczył Louisa i Nialla, którzy biegli w naszą stronę. Nathan przewracał się ale nie dał za wygraną, biegł przed siebie najmocniej jak potrafił, Louis i Niall podbiegli do mnie.
- Ruszaj za nim Idioto ! - wydarłem w stronę Louisa. Nie patrząc na mnie pobiegł za Nathanem.
Ból w lewym ramieniu dawał o sobie znać.
Niall pomógł mi wstać.
- musi ktoś to zobaczyć, choć zawiozę cię do domu.
- To nic takiego, sam pojadę a ty pomóż Louisowi i znajdź chłopaków. - rozkazałem Niallowi. - Na pewno dasz radę ?
- Tak ! Biegnij ! - Niall pobiegł w stronę tam gdzie przed chwilą biegł Louis.

  Rose Pove

Siedziałam w małym salonie, zamknięta przez Nialla, powiedział że mają jakąś sprawę do załatwienie i muszą mnie tu zamknąć, dlaczego to nie wiem. Była to piąta godzina nad ranem. Źle się czułam, przypuszczałam że miałam gorączkę, byłam cała gorąca ale było mi cały czas zimno. Siedziałam skulona w kącie, i czekałam w zasadzie to nie wiem na co ? Na śmierć ? Czy kolejne tortury ? Plus był taki, że było tu ciepło.
Nagle zamek od drzwi do salonu się przekręcił, modliłam się w duchu, żeby był to Niall. Na moje nie szczęście do pokoju wparował Harry, był zły i to bardzo. Przestraszyłam się, kiedy klucze głośno zostały rzucone na duży stół. Harry spojrzał nam mnie przenikliwym wzrokiem, po czym podszedł do przeciwnych drzwi, wyciągnął kolejne kluczyki ze spodni i otworzył drzwi prowadzące prawdopodobnie do drugiego salonu tylko, że o wiele większego. Dopiero teraz skapnęłam się, że miał krew na ramieniu, jakby rana postrzałowa. Wrócił do salonu, w którym się znajdowałam.
- Wstawaj, zaprowadzę do piwnicy - tak jak rozkazał, to zrobiłam.
Teraz byłam pewna, że Harry został postrzelony.

    Harry Pove

Rana na ramieniu zaczęła jeszcze mocniej piec.
Mijaliśmy róże pokoje, nagle usłyszałem cichy głos szatynki.
- Harry, źle się czuje. - odwróciłem się w stronę szatynki, faktycznie wyglądała marnie, była blada jak ściana i cała się trzęsła.
Delikatnie położyłem rękę na jej czoło, na co dziewczyna odskoczyła do tyłu, za pewne myślała, że chcę ją uderzyć.
Miała bardzo gorące czoło, co świadczyło tylko o tym, że ma wysoką gorączkę. Jeszcze tego brakowało, żeby się rozchorowała.
Wypuściłem głośno powietrze, i rzekłem.
- Chodź - za bardzo to nie wiedziałem gdzie ją zaprowadzić, wszystko było pozamykane, Louis miał klucze do prawie wszystkich pokoi, w końcu to jego dom.
Zaprowadziłem ją do siebie, otworzyłem zamek i zwróciłem się do dziewczyny.
- Wejdź, na razie będziesz u mnie. - nie pewnie i ostrożnie weszła do pokoju.
- usiądź, znajdę jakieś tabletki na zbicie temperatury. - zacząłem poszukiwać coś w apteczce pierwszej pomocy, która znajdowała się w pokoju.
- Jesteś ranny - powiedziała cicho.
- To tylko mała ranka.
- widzę, że ktoś cię postrzelił, może wdać się zakażenie. - zaśmiałem się cicho.
- Masz - podałem jej tabletkę i butelkę z wodą.
- Dziękuję- uśmiechnęła się, podając mi butelkę po wodzie.
- Nie przyzwyczajaj się - powiedziałem oschle.
Uśmiech znikł z jej twarzy, i spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
- Mogę ? - kiwnęła głową na ranę na moim ramieniu.
Z resztą czemu nie ? Jak tak chcę.
Usiadłem na łóżko blisko niej i podałem jej najpotrzebniejsze rzeczy do opatrzenia mi rany.

  Rose Pove

Harry zdjął koszulkę, moim oczom ukazał się umięśniony tors pokryty tatuażami. W pewnej chwili zrobiło mi się tak słabo, myślałam że tam za chwilę padnę.
- opatrzysz mi to dziś ? - zapytał sarkastycznie, dopiero teraz się zorientowałam, że patrze na jego tors dosyć długo.
Wyszłam na idiotke, wpatrywałam się w jego ciało jak jakaś potrącona, jakbym nigdy nie widziała coś tak pięknego i ślicznego, taka prawda. Pierwszy raz Mam tak blisko siebie mężczyznę w pół nagiego. Miałam wielką ochotę go dotknąć, przytulić się do tego, pięknego nagiego torsu. STOP Rose ! Co ty wyrabiasz !? Ten człowiek chciał cię jeszcze nie dawno zabić ! Nie masz prawa tak o nim myśleć ! To dupek !
Zaczęłam od zmycia krwi, następnie musiałam delikatnie usunąć pocisk z rany. To była najgorsza część, musiałam uważać żeby czegoś nie uszkodzić. Ostatnia część to zabandażowanie rany. Starałam się zrobić to jak najlepiej i ostrożnie.
- Dzięki - Harry odwrócił głowę w moją stronę, dzieliły nas parę centymetry nasze nosy prawie się stykały. Harry chwilkę się wpatrywał w moje usta następnie wpił swoje wargi w moje.
Pocałował mnie .
Jego wargi były delikatne.
Odwzajemniłam pocałunek, sama nie wiem dlaczego. Może dlatego, że to było takie pociągające, nie mogła się oderwać. Mój umysł mówił przestań ale usta wołały jeszcze. Jego dłonie powędrowały na moje plecy, a później na tyłek. Ja również swoje dłonie wlepiłam w jego włosy, lekko je ciągnąc. Harry przywarł mnie do łóżka ciągle całując. Całowaliśmy się tak już długą chwilę, kiedy bardzo długie pocałunki przerwał dzwonek telefonu Loczka. Harry przestał na chwile po czym odebrał telefon.
Leżałam na łóżku, głośno oddychając. Pierwszy raz się całowałam i to z kim Bożeee jaka ja jestem głupia. Dlaczego ten dupek musimy być taki przystojny. Z zamyślenia wyrwała mnie rozmowa Harrego.
Był bardzo wkurzony.
 - Jak to Porwani ? - krzyknął głośno do telefonu.
- Zostań tu, muszę jechać - po czym odezwał się do mnie.
A miałam jakieś wyjście ?

   Harry Pove
Musiałem jak najszybciej ratować Zayna i Liam.
Nie wierze jak Nathan miał śmiałość ich porywać.
Gdy byłem już na  miejscu szybko podbiegłem do Louisa i Nialla.
- Ilu ich jest - zapytałem
- w budynku jest ich dwóch plus Nathan i oczywiście Liam i Zayn, reszta jest przed budynkiem. - odpowiedział Louis.
- dobra, zrobimy tak, ja pójdę tyłem, a wy przodem, zabijajcie każdego kto wam wejdzie w drogę.
Ruszyłem tyłem o dziwo nikt tam nie stał przy wejściu. Otworzyłem drzwi, nie były zamknięte. Był to jakiś magazyn, dosyć spory. Usłyszałem głośne rozmowy. Od razu rozpoznałem Zayna głos. Usłyszałem strzał. Długo nie czekając, wparowałem do pomieszczenia. Leżał tam Liam i Zayn który był przywiązany do krzesła nikt więcej.
- Kurwa... uciekli - usłyszałem głos Louisa.
- Niall, rozwiąż Zayna.- rozkazałem
- Liam wszystko ok ? - zapytałem podchodząc do Liama.
- Zayn co się stało ? - zapytał Louis
- Harry jest problem... - zwrócił się do mnie Zayn.

 Rose Pove
Zdziwiło mnie to, że Harry mnie nie zamknął. Siedziałam tu już trochę czasu. Miał ładny pokój, wszystko do siebie pasowało i było modnie urządzone. Było po prostu ładnie.
Cisze zakłócił jakiś dziwny dźwięk.
Słyszałam jak ktoś wchodzi po schodach. Drzwi do pokoju lekko się uchyliły. Przestraszyłam się, kiedy w drzwiach pojawił się jakiś umięśniony, wysoki mężczyzna.
- Dzień dobry - uśmiechnął się sarkastycznie mężczyzna. To że się bałam to mało powiedziane. Brunet zaczął iść w moją stronę, a ja zaczęłam się cofać.
- Nie uciekaj mi myszko - Momentalnie znalazł się blisko mnie.
Złapał mnie w pasie i przytulił do siebie, po czym wpił swoje usta w moją szyję. Zaczęłam się wyrywać, kopać go i drapać tam gdzie się dało. Nagle poczułam ból, ogromny ból na udzie. Poczułam jak wyciąga ostrze z mojego uda. Czułam jak tracę siłę w nogach. Dobrze, że ten facet stał koło mnie i trzymał mnie w swoich ramionach, bo tak to bym padła na ziemie. Zobaczyłam kątem oka jak stoję w kałuży krwi, w swojej własnej krwi. Mężczyzna rzucił  sobie moje ciało przez ramię. I udał się w stronę drzwi. Nie miałam już siły na walkę. Poddałam się. Wrzucił mnie do samochodu siedziało tam już dwóch facetów razem z kierowcą. Jechaliśmy już jakieś dwie godziny. Nie mogłam się poruszyć, co chwilę traciłam świadomość tego gdzie jestem, i co się ze mną dzieje. Po chwili widziałam tylko ciemność.

   Harry Pove
- i co teraz stary robimy ? - zapytał przybity Niall
Stałem i wpatrywałem się w kałuże krwi w moim pokoju. Bałem się najgorszego. Sam nie wiedziałem co teraz robić.
- Nic, będziesz musiał znaleźć sobie inną dziwkę - odezwał się Zayn do Nialla.
- Zamknij się Malik ! - spojrzałem w stronę mulata.
- Harry szkoda czasu na szukanie i narażanie życia dla nic nie wartej dziewczyny - zwrócił się do mnie Zayn.
- Lepiej sprawdź jak tam Liam - odezwałem się do Zayna.
- A ja poszukam Rose.
- Pomogę Ci - Rzekł Niall.
Ruszyliśmy samochodem, do miejsca gdzie Nathan ma swój burdel. W poszukiwaniu Rose.

 Rose Pove
Obudziło mnie mocne uderzenie w policzek. Próbowałam wyostrzyć sobie obraz. Rana na udzie jeszcze mocniej bolała. Dosłownie nie mogłam poruszać nogą. Ból nic więcej ból.
Siedziałam na krześle związana. Na przeciwko mnie stał mężczyzna, który mnie tu porwał.
- Jak się spało, kochanie ? -zapytał mnie brunet.
- Proszę, nie zabijaj mnie - ledwo wydusiłam z siebie, płacząc.
- Ależ przeciwnie, myszko. - podszedł do mnie od tyłu, nożem rozciął sznur. Moje ręce opadł bezwładnie.
Znów miałam go przed sobą. Chwycił moją dłoń. Ucałował ją. Bardzo mnie to zdziwiło. Później spojrzał w moje oczy. Nadal trzymał moją dłoń. To zobaczyłam, wbiło mnie w ziemie. Wyciągnął nóż, schował w wewnętrznej stronię dłoni. Zamknął moją dłoń w pięść. Ścisnął tak mocno, że nóż wbił mi się w dłoni. Krzyczałam na tyle ile sił miałam. Próbowałam się wyrwać. Płakałam, błagałam wszystko robiłam żeby przestał. Tak bardzo bolało. Po dwóch minutach męki puścił moją dłoń. Nie mogłam zobaczyć rany, bo krew była wszędzie. Chciało mi się mdleć. Nie wiedziałam co się dzieje. Złapał mnie za włosy i pociągnął w stronę wyjścia.
- Chodź, kotku ktoś chcę cię kupić. - co on miał na myśli kupić ? Strach zawładnął całym ciałem. Wrzucił mnie do jakiegoś pokoju. Było tam łóżko. Nic więcej. Leżałam na podłodze tak jak mnie rzucił.
Do pokoju wszedł jakiś mężczyzna. Miał gdzieś około sześćdziesiąt lat. Był ubrany w czarny garnitur i laskę. Podszedł bliżej, zdjął marynarkę i usiadł na łóżku na przeciwko mnie.
Do pokoju  wparował porywacz.
-Dzień dobry Panie Edwardzie - przywitał się porywacz, mężczyzna kiwnął głową. - A o to Rose Stward ma 17 lat i kosztuje tylko dwanaście tysięcy.
Jest najładniejsza z naszych wszystkich dziewczyn, serdecznie polecam.
- No dobrze...kupuje. - Jakiś nie śmieszny żart, co się w ogóle dzieje.
- zaprowadźcie ją do mojego auta. - starszy mężczyzna rzekł.
- oczywiście, od dziś to pańska niewolnica, Rose poznaj swojego  nowego właściciela- odezwał sie brunet, po czym podszedł do mnie, zdejmując ze mnie ubrania.
- Ale na samym początku trzeba cię zapieczętować i ubrać. - Nie miałam już sił, po prostu oddawałam im się bez walki.
Przyłożył mi do ciała jakiś rozgrzany metal. Który wypalił mi skórę. Bolało...słabe określenie, łzy bezgranicznie napływały mi do oczu.
Kątem oka zobaczyłam napis "Wł. Edward". Następnie ubrał mnie w skąpą sukienkę i zaniósł do czarnej limuzyny. Straciłam już wiarę we wszystko. Jedyne czego pragnełam to śmierci. Zasnąć i się nie obudzić.





     Moi drodzy i o to rozdział numer 11
Wyjątkowo długi rozdział. Pisałam po nocach także prosze o wyrozumienie.
Komentujcie bardzo was proszę.
I wielkie sorry za błędy rozdział jak zwykle na komórce pisałam ;)
Pozdrawiam :* :* :*
 


           Stylesowa :*

30 komentarzy:

  1. Cudowne nie moge się doczekać next <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju co za dupek ... chodzi mi o " porywacza "

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny czekam na next,mam nadzieję że Harry znajdzie Rosę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Supcio !!!!! Nie mogę się doczekać następnego rozdziału!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny jakbyś mogła to napisz następny jak najszybciej , bo nie mogę się doczekać <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaje**sty *-* Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  7. O matko boski rozdział niech Harry ją znajdzie

    OdpowiedzUsuń
  8. No normalnie nwm co powiedzieć. Super blog i wgl a rodział zaje. Serio. Mam tylko nadzieje że Harry ją znajdzie i wszystko skończy się dobrze. Czekam na następny rozdział
    Klaudia :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeju jaki wspanialy rozdzial,czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  10. jeju, świetny rozdział *,*
    Mam nadzieję, że chłopaki ją znajdą! Nie może być niewolnicą jakiegoś ohydnego starucha! Nie może!
    Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  11. Oni muszą ją znaleźć

    OdpowiedzUsuń
  12. http://must-be-well-onedirection.blogspot.com/?m=1 zapraszamy do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny Blog <3 Czekam na 12 rozdział ^^
    Dzięki Kuzynce i koleżance poznałam twój blog i za to im dziękuję <3
    MIłego pisania ;3

    OdpowiedzUsuń
  14. jejuuuuu te wszystkie rozdziały sa zajefajne.....poprostu brak mi słow....piszcie nexta

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny rozdział ! Czekam na next <3 ;***

    OdpowiedzUsuń