~10~
Przemyłam zimną wodą twarz. Nie mogłam dłużej wpatrywać się w lusterko. Mój wygląd przypominał mi, przez co przyszłam. Cały horror.
Wszyscy nazywają mnie: Pieprzonym cudem...wyjście z takiego gówna, jak ja było dla wszystkim czymś szokującym. W zasadzie to, oni się nie cieszą, w końcu miałam się nie obudzić.
- ruszaj się — poganiał mnie Liam z tyłu.
Jedyne co robiłam sama, to myłam się, ale miałam na to jedynie pięć minut. Kiedy przekraczałam swój limit, to od razu ktoś wchodził do łazienki. Robili to wszystko po to, aby mnie upokorzyć. Bardzo żałuję, że się obudziłam. Ten tydzień był koszmarem, zresztą wcześniej przed tym wypadkiem też nim był i moje życie przed tym całym porwaniem też nie należało do najlepszych.
- mogłabym coś zjeść — odwróciłam się w stronę mężczyzny.
Stał oparty o ścianę i zdawał się tym wszystkim obojętny. Bycie głodnym przez dwa dni w zasadzie stało się czymś normalnym. Jednak po tych kilku dniach czuję ten dyskomfort na żołądku.
- zjesz jak Harry o tym zdecyduję — powiedział bez żadnych emocji — kazali mi Cię dopilnować, abyś dotarła bezpiecznie do swojego pokoju, więc chodź.
Otworzył mi drzwi na znak, abym poszła do swojego pokoju. Bogu dzięki, że chociaż w nim miałam spokój. Jednak na dłuższą metę, co to za spokój, gdy masz pusty żołądek, jesteś nie wyspana, a Twoje życie zależy od mordercy.
Poruszałam się bardzo powoli, gdyż całe moje ciało dalej bolało. Jedna tabletka przeciwbólowa na dzień to zdecydowanie za mało. Nie to było najgorsze, ponieważ ból w tym domu jest na porządku dziennym.
Nie potrafię zrozumieć, jak można kogoś głodzić?
Zostałam zamknięta w pokoju, sama ze swoim cieniem. Nie mam pojęcia czy jeszcze dzisiaj dostanę jedzenie, nie mam pojęcia ile jeszcze tu wytrzymam. W zasadzie czy w ogóle dam radę tu wytrzymać. Kiedyś już próbowałam się zabić i nawet to mi nie wyszło.
~Harry~
- idę, Twój szef będzie zły, że sypiasz z jego wrogiem — namiętnie wpiłem się w jej usta.
- chyba będzie musiał mnie zabić, bo nie zamierzam odpuszczać sobie takiego gangsterka — zaczęła ściągać mi bluzkę, którą przed chwilą założyłem. Nie rozumiem za bardzo tej kobiety, ale pociąga mnie jak nikt. U kobiety wystarczy jędrne pośladki, duże piersi i w to wszystko. Z Victorią jest inaczej, oprócz tych wszystkich okrągłości, to jest coś w tej kobiecie co każe mi do niej wracać. Może to jakiś urok albo po prostu chęć bycia w niej i koło niej.
- muszę iść — zaprzestałem działaniom dziewczyny — sam jestem szefem i mam jeszcze kilka spraw do załatwienia, ktoś musi ich ogarnąć — ostatni raz nasze usta się złączyły, po czym zacząłem kierować się w stronę drzwi.
- zadzwoń — rzuciła blondi na dowidzenia.
***
Rzuciłem torbę na kanapę w salonie i pognałem w stronę pokoju dziewczyny.
Musiałem w końcu podjąć jakiś krok, wkurzyła mnie myśl, że ona jeszcze z nami jest. Z drugiej strony może nam się trochę przydać.
Otworzyłem drzwi kluczem i wparowałem do środka jak psychopata. Sam nie wiem, czy chcąc ją zastraszyć, czy sam siebie upewnić, czy ta dziewczyna jeszcze się mnie boi.
- póki nie mamy kogoś, kto zajmie się ogarnięciem domu i zrobi jedzenie, to będzie twoja robota — starałem się mówić, nie krzyczeć. W gruncie rzeczy, to ja, Styles mam w naturze donośny głos i stanowczy.
Rosalie chyba sama nie wiedziała, czy podziękować, czy wystawić środkowego palca w zamian za pracę bezpłatną.
- co miałabym robić? - zapytała zdartym gardłem.
W sumie to ledwo co ją usłyszałem. Dziewczyna sama w sobie jest cicha, a teraz w dodatku coś siadło jej na struny głosowe. Pech, wcale nie powinno mnie to interesować.
- będziesz naszą kurą domowa.
〰️Rose〰️
Jego to śmieszyło. Kura domowa? Serio? Już wolę określenie: kucharka i sprzątaczka, ale rozumiem, że Ci ludzie w każdy możliwy sposób próbują mnie obrazić. Naprawdę zaczynam to rozumieć i chyba powoli im wierzyć. Może serio tak to ma wyciągać, może nie nadaję się do niczego innego. Czy moje istnienie ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie dla kogoś?
Z tej drugiej strony bycie taką kurą domową mam we krwi. Odkąd matki zawsze nie było, to ja musiałam ogarniać wszystko w domu, plus opieka nad młodszą siostrą.
Na myśli o Lucy łzy zbierały mi się do oczu. Nie mam pojęcia co teraz robi, z kim jest i jak się czuję. Mój jedyny sens życia, to dla niej wstaję jeszcze i w miarę funkcjonuje, chociaż nie widząc w tym sensu.
- przestań ryczeć, zawsze mogłaś kopać sobie grób — zaśmiał się Harry - chodź na dół-powiedział tym razem spokojniej.
Nie chciałam już więcej się mu sprzeciwiać i zrobiłam tak jak rozkazał. Czy to w ogóle miałby jakiś sens? Wiele razy używałam w tym chorym domu sprzeciwu, a dalej tu siedzę.
Zostawił mnie samą w dużej kuchni z misją ugotowania obiadu. Prawda jest taka, że widzę w tym dużo plusów. Od kiedy Harry coraz rzadziej bywał w domu, miałam więcej przestrzeni. Nie byłam pilnowana tak bardzo, jak wcześniej.
Styles spędzał więcej czasu gdzieś indziej. Nie będę ukrywać, że dziwne uczucie do niego, tak jakby się nasilało. Z każdym dniem, kiedy widzę go rzadziej, to pragnę bardziej. Jestem nienormalna. Nie rozumiem siebie i tak serio nawet nie próbowałam zrozumieć.
Chora więź nas łączy i w zasadzie wiem, że on też to czuję. Za każdym razem, gdy chce mi pokazać, że ma nade mną władzę, to w jego głowie myśli toczą walkę. Wiem to, bo widzę w jego oczach.
Domyślam się, dlaczego znika nocami, a pojawia się czasami w dzień. Staram się nie rozczulać nad tym, bo boli mnie serce, kiedy sobie wyobrażam go z inną.
Zakochałam się.
Potrzebowałam trochę czasu na odnalezienie się w tej wielkiej kuchni. Wszystko w tej kuchni było w zasadzie poukładane i czyste. Wielka lodówka była wypełniona jedzeniem po brzegi.
Jedzenie.
Właśnie tego teraz potrzebuje.
Oczywiste, że zanim zacznę tu coś działać muszę się posilić.
〰️Harry〰️
- Panie Styles, przetrzymywanie kogoś siłą jest zbrodnią, artykuł 211 z kodeksu karnego.
Dokładnie znam te wszystkie kodeksy karne.
- przyszedłeś tu sam oficerze? - zapytałem drwiąc z niego.
Nie zrozumiem tej gliny. Nachodzą mnie w miarę często, ale żaden z nich nie ma odwagi mnie aresztować.
- Naprawdę sądzisz, że mam czas na pogaduchy z Tobą? - koleś cały czas się zastanawiał, co mi odpowiedzieć. Bał się, jak każdy policjant, który ze mną gadał.
- chcielibyśmy zakończyć sprawę odnośnie do uprowadzenia i przetrzymywania Panny Rose Steward — odpowiedział niepewnie.
- W końcu. - z moich ust wydobył się niekontrolowany śmiech — mam nadzieję, że sprawa z dziewczyną się skończy już na zawsze. Nie chce, żebyście mnie nachodzili i męczyli, bo mam tego dość. Zanotuj tam — wskazałem palcem na jego notatnik wystający z przedniej kieszeni na piersi — Rose Steward nie żyje. Możecie śmiało ogłosić światu i rodzinie tę przykrą wiadomość — powiedziałemspokojnie.
Policjant zrozumiał dokładnie i tak jak rozkazałem zanotował. Dobrze wiedział, że Rose żyje i ta cała śmierć, to jedna wielka ściema.
- ostatnie pytanie. Ta dziewczyna w kuchni to Rose? - zapytał niepewnie.
Dobrze wiedział, że to ona, ale chciał, żebym to potwierdził. Mam wielką ochotę zrobić mu dziurę pomiędzy brwiami. Znam swoją cierpliwość i wiem, że jak zaraz nie skończymy tę głupią rozmowę mogę nie wytrzymać i zrobić mu krzywdę.
Nie rozumiem jak można być tak upierdliwym gościem. Nie wytrzymam z nim dłużej.
- odprowadzę Cię do drzwi — wskazałem dłonią w stronę wyjścia. - w razie jakichś problemów jestem w stałym konkretnie z twoim szefem - kontynuowałem odprowadzając go do drzwi. Chwyciłem za klamkę i otworzyłem frontowe drzwi naszego domu.
- Policja?
W tym samym momencie odwróciliśmy się w stronę dobiegającego cichego głosiku. Po woli żałuję, że nie siedzi ona w piwnicy tak jak na samym początku.
Czasami robię rzeczy, które sam nie ogarniam i to była jedna z nich, dać Rose odrobinę wolności.
- zgadza się-uśmiechnął się przyjaźnie koleś.
Dziewczyna nie do końca widziała co się dzieje, patrzyła uważnie raz na mnie, a raz na policjanta.
- zabierz mnie stąd — zrobiła krok do przodu — proszę - położyła dłoń na jego piersi.
Nie żyjesz, szmato.
Wszyscy nazywają mnie: Pieprzonym cudem...wyjście z takiego gówna, jak ja było dla wszystkim czymś szokującym. W zasadzie to, oni się nie cieszą, w końcu miałam się nie obudzić.
- ruszaj się — poganiał mnie Liam z tyłu.
Jedyne co robiłam sama, to myłam się, ale miałam na to jedynie pięć minut. Kiedy przekraczałam swój limit, to od razu ktoś wchodził do łazienki. Robili to wszystko po to, aby mnie upokorzyć. Bardzo żałuję, że się obudziłam. Ten tydzień był koszmarem, zresztą wcześniej przed tym wypadkiem też nim był i moje życie przed tym całym porwaniem też nie należało do najlepszych.
- mogłabym coś zjeść — odwróciłam się w stronę mężczyzny.
Stał oparty o ścianę i zdawał się tym wszystkim obojętny. Bycie głodnym przez dwa dni w zasadzie stało się czymś normalnym. Jednak po tych kilku dniach czuję ten dyskomfort na żołądku.
- zjesz jak Harry o tym zdecyduję — powiedział bez żadnych emocji — kazali mi Cię dopilnować, abyś dotarła bezpiecznie do swojego pokoju, więc chodź.
Otworzył mi drzwi na znak, abym poszła do swojego pokoju. Bogu dzięki, że chociaż w nim miałam spokój. Jednak na dłuższą metę, co to za spokój, gdy masz pusty żołądek, jesteś nie wyspana, a Twoje życie zależy od mordercy.
Poruszałam się bardzo powoli, gdyż całe moje ciało dalej bolało. Jedna tabletka przeciwbólowa na dzień to zdecydowanie za mało. Nie to było najgorsze, ponieważ ból w tym domu jest na porządku dziennym.
Nie potrafię zrozumieć, jak można kogoś głodzić?
Zostałam zamknięta w pokoju, sama ze swoim cieniem. Nie mam pojęcia czy jeszcze dzisiaj dostanę jedzenie, nie mam pojęcia ile jeszcze tu wytrzymam. W zasadzie czy w ogóle dam radę tu wytrzymać. Kiedyś już próbowałam się zabić i nawet to mi nie wyszło.
~Harry~
- idę, Twój szef będzie zły, że sypiasz z jego wrogiem — namiętnie wpiłem się w jej usta.
- chyba będzie musiał mnie zabić, bo nie zamierzam odpuszczać sobie takiego gangsterka — zaczęła ściągać mi bluzkę, którą przed chwilą założyłem. Nie rozumiem za bardzo tej kobiety, ale pociąga mnie jak nikt. U kobiety wystarczy jędrne pośladki, duże piersi i w to wszystko. Z Victorią jest inaczej, oprócz tych wszystkich okrągłości, to jest coś w tej kobiecie co każe mi do niej wracać. Może to jakiś urok albo po prostu chęć bycia w niej i koło niej.
- muszę iść — zaprzestałem działaniom dziewczyny — sam jestem szefem i mam jeszcze kilka spraw do załatwienia, ktoś musi ich ogarnąć — ostatni raz nasze usta się złączyły, po czym zacząłem kierować się w stronę drzwi.
- zadzwoń — rzuciła blondi na dowidzenia.
***
Rzuciłem torbę na kanapę w salonie i pognałem w stronę pokoju dziewczyny.
Musiałem w końcu podjąć jakiś krok, wkurzyła mnie myśl, że ona jeszcze z nami jest. Z drugiej strony może nam się trochę przydać.
Otworzyłem drzwi kluczem i wparowałem do środka jak psychopata. Sam nie wiem, czy chcąc ją zastraszyć, czy sam siebie upewnić, czy ta dziewczyna jeszcze się mnie boi.
- póki nie mamy kogoś, kto zajmie się ogarnięciem domu i zrobi jedzenie, to będzie twoja robota — starałem się mówić, nie krzyczeć. W gruncie rzeczy, to ja, Styles mam w naturze donośny głos i stanowczy.
Rosalie chyba sama nie wiedziała, czy podziękować, czy wystawić środkowego palca w zamian za pracę bezpłatną.
- co miałabym robić? - zapytała zdartym gardłem.
W sumie to ledwo co ją usłyszałem. Dziewczyna sama w sobie jest cicha, a teraz w dodatku coś siadło jej na struny głosowe. Pech, wcale nie powinno mnie to interesować.
- będziesz naszą kurą domowa.
〰️Rose〰️
Jego to śmieszyło. Kura domowa? Serio? Już wolę określenie: kucharka i sprzątaczka, ale rozumiem, że Ci ludzie w każdy możliwy sposób próbują mnie obrazić. Naprawdę zaczynam to rozumieć i chyba powoli im wierzyć. Może serio tak to ma wyciągać, może nie nadaję się do niczego innego. Czy moje istnienie ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie dla kogoś?
Z tej drugiej strony bycie taką kurą domową mam we krwi. Odkąd matki zawsze nie było, to ja musiałam ogarniać wszystko w domu, plus opieka nad młodszą siostrą.
Na myśli o Lucy łzy zbierały mi się do oczu. Nie mam pojęcia co teraz robi, z kim jest i jak się czuję. Mój jedyny sens życia, to dla niej wstaję jeszcze i w miarę funkcjonuje, chociaż nie widząc w tym sensu.
- przestań ryczeć, zawsze mogłaś kopać sobie grób — zaśmiał się Harry - chodź na dół-powiedział tym razem spokojniej.
Nie chciałam już więcej się mu sprzeciwiać i zrobiłam tak jak rozkazał. Czy to w ogóle miałby jakiś sens? Wiele razy używałam w tym chorym domu sprzeciwu, a dalej tu siedzę.
Zostawił mnie samą w dużej kuchni z misją ugotowania obiadu. Prawda jest taka, że widzę w tym dużo plusów. Od kiedy Harry coraz rzadziej bywał w domu, miałam więcej przestrzeni. Nie byłam pilnowana tak bardzo, jak wcześniej.
Styles spędzał więcej czasu gdzieś indziej. Nie będę ukrywać, że dziwne uczucie do niego, tak jakby się nasilało. Z każdym dniem, kiedy widzę go rzadziej, to pragnę bardziej. Jestem nienormalna. Nie rozumiem siebie i tak serio nawet nie próbowałam zrozumieć.
Chora więź nas łączy i w zasadzie wiem, że on też to czuję. Za każdym razem, gdy chce mi pokazać, że ma nade mną władzę, to w jego głowie myśli toczą walkę. Wiem to, bo widzę w jego oczach.
Domyślam się, dlaczego znika nocami, a pojawia się czasami w dzień. Staram się nie rozczulać nad tym, bo boli mnie serce, kiedy sobie wyobrażam go z inną.
Zakochałam się.
Potrzebowałam trochę czasu na odnalezienie się w tej wielkiej kuchni. Wszystko w tej kuchni było w zasadzie poukładane i czyste. Wielka lodówka była wypełniona jedzeniem po brzegi.
Jedzenie.
Właśnie tego teraz potrzebuje.
Oczywiste, że zanim zacznę tu coś działać muszę się posilić.
〰️Harry〰️
- Panie Styles, przetrzymywanie kogoś siłą jest zbrodnią, artykuł 211 z kodeksu karnego.
Dokładnie znam te wszystkie kodeksy karne.
- przyszedłeś tu sam oficerze? - zapytałem drwiąc z niego.
Nie zrozumiem tej gliny. Nachodzą mnie w miarę często, ale żaden z nich nie ma odwagi mnie aresztować.
- Naprawdę sądzisz, że mam czas na pogaduchy z Tobą? - koleś cały czas się zastanawiał, co mi odpowiedzieć. Bał się, jak każdy policjant, który ze mną gadał.
- chcielibyśmy zakończyć sprawę odnośnie do uprowadzenia i przetrzymywania Panny Rose Steward — odpowiedział niepewnie.
- W końcu. - z moich ust wydobył się niekontrolowany śmiech — mam nadzieję, że sprawa z dziewczyną się skończy już na zawsze. Nie chce, żebyście mnie nachodzili i męczyli, bo mam tego dość. Zanotuj tam — wskazałem palcem na jego notatnik wystający z przedniej kieszeni na piersi — Rose Steward nie żyje. Możecie śmiało ogłosić światu i rodzinie tę przykrą wiadomość — powiedziałemspokojnie.
Policjant zrozumiał dokładnie i tak jak rozkazałem zanotował. Dobrze wiedział, że Rose żyje i ta cała śmierć, to jedna wielka ściema.
- ostatnie pytanie. Ta dziewczyna w kuchni to Rose? - zapytał niepewnie.
Dobrze wiedział, że to ona, ale chciał, żebym to potwierdził. Mam wielką ochotę zrobić mu dziurę pomiędzy brwiami. Znam swoją cierpliwość i wiem, że jak zaraz nie skończymy tę głupią rozmowę mogę nie wytrzymać i zrobić mu krzywdę.
Nie rozumiem jak można być tak upierdliwym gościem. Nie wytrzymam z nim dłużej.
- odprowadzę Cię do drzwi — wskazałem dłonią w stronę wyjścia. - w razie jakichś problemów jestem w stałym konkretnie z twoim szefem - kontynuowałem odprowadzając go do drzwi. Chwyciłem za klamkę i otworzyłem frontowe drzwi naszego domu.
- Policja?
W tym samym momencie odwróciliśmy się w stronę dobiegającego cichego głosiku. Po woli żałuję, że nie siedzi ona w piwnicy tak jak na samym początku.
Czasami robię rzeczy, które sam nie ogarniam i to była jedna z nich, dać Rose odrobinę wolności.
- zgadza się-uśmiechnął się przyjaźnie koleś.
Dziewczyna nie do końca widziała co się dzieje, patrzyła uważnie raz na mnie, a raz na policjanta.
- zabierz mnie stąd — zrobiła krok do przodu — proszę - położyła dłoń na jego piersi.
Nie żyjesz, szmato.
...
Świetny
OdpowiedzUsuńPięknie ;****
OdpowiedzUsuńCudowne nie moge się doczekać next <3
OdpowiedzUsuńJeju co za dupek ... chodzi mi o " porywacza "
OdpowiedzUsuńSuper! czekam na następny
OdpowiedzUsuńŚwietny czekam na next,mam nadzieję że Harry znajdzie Rosę :)
OdpowiedzUsuńŚwietny! Czekam na next!
OdpowiedzUsuńŚwietny! Czekam na next!
OdpowiedzUsuńSuuuuuuuuuuper!!! ;3 :*
OdpowiedzUsuńSupcio !!!!! Nie mogę się doczekać następnego rozdziału!!!!
OdpowiedzUsuńŚwietny jakbyś mogła to napisz następny jak najszybciej , bo nie mogę się doczekać <3
OdpowiedzUsuńNo wlasnie
UsuńZaje**sty *-* Czekam na następny <3
OdpowiedzUsuńświetny <3
OdpowiedzUsuńO matko boski rozdział niech Harry ją znajdzie
OdpowiedzUsuńNo normalnie nwm co powiedzieć. Super blog i wgl a rodział zaje. Serio. Mam tylko nadzieje że Harry ją znajdzie i wszystko skończy się dobrze. Czekam na następny rozdział
OdpowiedzUsuńKlaudia :*
♥♥♥♥
UsuńJeju jaki wspanialy rozdzial,czekam na next
OdpowiedzUsuńCzekam na next! <3
OdpowiedzUsuńŚwietny ;)
OdpowiedzUsuńjeju, świetny rozdział *,*
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że chłopaki ją znajdą! Nie może być niewolnicą jakiegoś ohydnego starucha! Nie może!
Czekam na kolejny!
Oni muszą ją znaleźć
OdpowiedzUsuńhttp://must-be-well-onedirection.blogspot.com/?m=1 zapraszamy do mnie :)
OdpowiedzUsuńŚwietny Blog <3 Czekam na 12 rozdział ^^
OdpowiedzUsuńDzięki Kuzynce i koleżance poznałam twój blog i za to im dziękuję <3
MIłego pisania ;3
jejuuuuu te wszystkie rozdziały sa zajefajne.....poprostu brak mi słow....piszcie nexta
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział ! Czekam na next <3 ;***
OdpowiedzUsuńWow :)
OdpowiedzUsuńCudo
Usuń